Zaryzykuję stwierdzenie, że z grubsza umiemy zadbać o swoje osobiste, fizyczne bezpieczeństwo. Wiemy, idąc tropem starego utworu zespołu Klaus Mitffoch, że lepiej strzec się „tych" miejsc, zamykać drzwi, nie zostawiać kluczy byle gdzie (no dobra, ten aspekt u mnie leży, przyznam) i ufać intuicji. Ale czy wiemy też, jak nie dawać HRejterom pożywki do kolejnych prześmiewczych billboardów? Czy wiemy - czym teraz trącam poważniejsze struny - jak zachowywać się w obliczu cyberataków i internetowych prowokacji w tym bardzo trudnym i niepewnym dla Europy czasie? I nawet jeśli potrafimy ochronić siebie, czy umielibyśmy zadbać o bezpieczeństwo innych?

Dziś jako tłumacz pracuję nad kryminałami, romansami, poradnikami i psychologią - tekstami, gdzie najgorsze, co się może zdarzyć, to niezgrabne zdanie. Zanim jednak zacząłem przygodę z literaturą, przez wiele lat zajmowałem się książkami z szeroko pojętego IT, a kwestia bezpieczeństwa w sieci od początku budziła we mnie z jednej strony zainteresowanie, z drugiej zaś poczucie, że dotykam tematów trudnych, które z biegiem czasu będą zyskiwały na znaczeniu.
 

Jak stać się cyberbohaterem od podstaw

Obserwując dynamiczny rozwój dużych modeli językowych, chwytliwie nazywanych sztuczną inteligencją, czasami zastanawiam się nad terminem mojej przydatności do pracy na tym rynku. Podejrzewam, że nie tylko mnie trapią podobne przemyślenia: „Jasne, na razie AI jeszcze mnie nie wygryzła, ale może na wszelki wypadek warto przygotować sobie plan B i poszukać czegoś nowego?".
 

Żyjemy w czasach, w których powinniśmy obawiać się już nie tylko coraz sprytniejszych metod cyberoszustw, mających na celu pozbawienie nas ciężko zarobionych pieniędzy; tuż za rogiem szaleje bowiem wojna - ta najokrutniejsza, fizyczna, lecz także ta toczona w białych rękawiczkach. W obliczu takich zagrożeń nie wystarczy już dbać wyłącznie o własne bezpieczeństwo. Potrzebujemy także ludzi, którzy potrafią chronić firmy, instytucje i infrastrukturę, od której wszyscy jesteśmy zależni.
 

Popyt na specjalistów w zakresie cyberbezpieczeństwa to nie abstrakcja. W ubiegłym roku wicepremier i minister cyfryzacji Krzysztof Gawkowski informował, że Polska odpiera codziennie setki, a czasem tysiące prób cyberataków, a w styczniu CERT Polska opisał w raporcie skoordynowaną, destrukcyjną kampanię wymierzoną pod koniec 2025 roku w polską energetykę; jej ślady zbiegają się z aktywnością grup łączonych z rosyjskim FSB. Do tego dochodzi prawo: od 3 kwietnia tego roku obowiązuje w Polsce nowelizacja ustawy o krajowym systemie cyberbezpieczeństwa, wdrażająca unijną dyrektywę NIS2. Według szacunków resortu cyfryzacji z kilkuset podmiotów objętych przepisami zrobiło się kilkadziesiąt tysięcy. Nowe przepisy zwiększają znaczenie kompetencji związanych z cyberbezpieczeństwem - zarówno technicznych, jak i organizacyjnych. Dla osób zainteresowanych tą branżą to kolejny powód, by przyjrzeć się możliwościom rozwoju.
 

Chcę być cyberobrońcą!

O jakich kompetencjach mowa? Dobre pytanie! (Wiadomo, sam je zadałem ;) Często wyobrażamy sobie, że spec od cyberbezpieczeństwa to zakapturzona postać w ciemnym pokoju, która patrzy na przelatujące po czarnym ekranie zielone znaki rodem z Matrixa i włamuje się do systemów (maska Anonymous opcjonalna). Tymczasem branża ta obejmuje wiele ról, które oczywiście mogą, lecz wcale nie muszą wpisywać się w stereotyp etycznego hakera. Jest to o tyle ważne, że jej zróżnicowanie pozwala otworzyć nowy etap kariery zawodowej ludziom o odmiennym doświadczeniu i umiejętnościach. Przytoczę kilka przykładów:
 

  • analityk SOC - monitoruje alerty bezpieczeństwa, analizuje podejrzane zdarzenia i pomaga reagować na incydenty,
  • tester penetracyjny (pentester) - za zgodą właściciela systemu próbuje znaleźć jego słabe punkty, zanim wykorzysta je ktoś o złych zamiarach,
  • specjalista ds. bezpieczeństwa sieci - dba o konfigurację i ochronę sieci komputerowych,
  • analityk zagrożeń (threat intelligence) - zbiera i analizuje informacje o zagrożeniach, grupach przestępczych i metodach ataków,
  • specjalista GRC - zajmuje się zarządzaniem ryzykiem, zgodnością z regulacjami i procedurami bezpieczeństwa (przydają się tu także umiejętności analityczne, organizacyjne i komunikacyjne).
     

Cyberbezpieczeństwo to nieustanne przeciąganie liny między atakującymi a obrońcami; walka sprytów o to, kto kogo przechytrzy. I tak jak są różne rodzaje złoczyńców i obrońców, tak możliwości wejścia w buty tych drugich jest sporo. Na potrzeby tego krótkiego przeglądu można w pewnym uproszczeniu wyróżnić dwie szerokie kategorie : techniczną i organizacyjno-analityczną (choć wiele ról, jak analityk SOC czy threat intelligence, leży gdzieś pomiędzy):
 

  • Techniczną (pentesting, etyczny haking), przeznaczoną dla kogoś z duchem majsterkowicza. Punktem wyjścia, poza rzecz jasna dogłębnym poznaniem systemów operacyjnych i protokołów sieciowych, może tutaj być CompTIA Security+, czyli uznawany na całym świecie certyfikat z zakresu cyberbezpieczeństwa. Obejmuje on szeroki zakres zagadnień związanych z bezpieczeństwem IT i pomaga uporządkować wiedzę potrzebną w tej branży.
  • Analityczną (NIS2, zarządzanie ryzykiem), bliższą komuś z doświadczeniem w precyzji językowej i pracy z materiałami o charakterze prawnym i regulacyjnym (może umiejętność wyłapywania dwuznaczności w zdaniu okazałaby się tu dla mnie zawodowym atutem, a nie przekleństwem?).
     

Cyberbezpieczeństwo - od czego zacząć?

Jeśli trochę mnie już znasz, Czytelniku, wiesz, że z wpisami w rodzaju „pięć najlepszych książek na temat…" nie jest mi po drodze. Zdaję sobie sprawę z tego, że każde z nas jest inne, a na wszelkiego rodzaju rankingi patrzę z przymrużeniem oka. Niemniej jednak wymienię kilka książek, które pomogą sprawdzić, czy cyberbezpieczeństwo to coś dla ciebie.
 

Chcę mieć na to papier!

Okej, przeczytałem już to i owo - powiesz być może - lecz na rozmowie kwalifikacyjnej chcę wylegitymować się twardymi faktami o moich umiejętnościach. W tym miejscu aż się prosi, by wysypać na biurko rekrutera stos certyfikatów poświadczających zdobytą wiedzę. Owszem, z pewnością to nie zaszkodzi, lecz nie jest tak, że zanim w ogóle zdecydujesz się gdzieś aplikować, powinieneś zdobyć je wszystkie - zwłaszcza że koszt egzaminów i przygotowania jest znaczący, a sam papier bez doświadczenia i praktycznych umiejętności jest… no cóż, tylko kwitkiem. Jeśli jednak czujesz, że dyplom doda Ci pewności siebie, zapoznaj się z następującymi propozycjami:
 

  • CompTIA Security+ – wspomniany wcześniej certyfikat obejmujący szerokie podstawy bezpieczeństwa (przydaje się na obu ścieżkach),
  • Cisco CCNA – przydatny dla osób, które chcą dobrze zrozumieć sieci,
  • CompTIA Network+ – kolejny przykładowy punkt wyjścia dla tych, którzy potrzebują podstaw sieciowych,
  • CISM (ISACA) – certyfikat z obszaru zarządzania bezpieczeństwem informacji, przeznaczony raczej dla osób z doświadczeniem zawodowym; do jego uzyskania wymagane jest co najmniej pięć lat praktyki w odpowiednim obszarze.
     

Cybersecurity to ciągła gra w szachy z drugim człowiekiem, który czasami nie waha się wywrócić stolika. Czy chcesz podjąć tę specyficzną rozgrywkę w nieustannie ewoluującym świecie cyfrowych zagrożeń? Na to pytanie musisz już odpowiedzieć sobie sam. Podobnie jak ja, gdyż wciąż bliżej mi do zgłębiania światów opisanych przez obcojęzycznych pisarzy. Może jednak przyszedł czas, by przedzierzgnąć się w szaty obrońcy? A jeśli miałbym odpowiedzieć na pytanie ze wstępu, czy umiem zadbać o bezpieczeństwo innych, w pierwszej kolejności przeproszę się z wieszakiem na klucze ;)