Świat, który nadchodzi. Jak wielka wędrówka przyrody wpływa na nasze życie - Benjamin von Brackel

Kup ebooka

59.90 zł
43.13 zł (41,43 zł najniższa cena z 30 dni)

-
Proszę czekać

PRZED­MOWA

Wy­prawa bar­dzo sen­ty­men­talna

O kli­ma­cie nie­mal co­dzien­nie in­for­mują nas me­dia, po­wstają na jego te­mat so­lidne roz­prawy na­ukowe, jak i po­pu­larne książki. Zna­cze­nie dy­na­miki kli­matu, a zwłasz­cza pro­blemy jego ochrony zy­skują na po­pu­lar­no­ści. Kli­mat tra­fił do po­li­tyki, kul­tury, co­dzien­nych roz­mów przy ka­wie. Za­cho­dzę cza­sami w głowę, jak to się stało - tak dy­na­micz­nie, ni­czym hu­ra­gan, z kom­pletną zmianą optyki do­ty­czą­cej na­szej spraw­czo­ści w kwe­stii za­trzy­ma­nia ocie­ple­nia. I to wszystko za­le­d­wie w ciągu ostat­niego ćwierć­wie­cza. Na­prawdę ra­dy­kalna zmiana. Na­ukowcy, któ­rzy za­częli ba­dać zmiany kli­matu, po­winni czuć się dumni. Mia­łem wiel­kie szczę­ście zaj­mo­wać się tymi za­gad­nie­niami, a na­wet pra­co­wać jako eks­pert In­ter­go­vern­men­tal Pa­nel on Cli­mate Change, i to w cza­sie, gdy IPPC zo­stał wy­róż­niony Po­ko­jową Na­grodą No­bla (2007). Po­noć sztuką albo wiel­kim szczę­ściem jest za­cząć zaj­mo­wać się ja­kimś za­gad­nie­niem, nim sta­nie się ono modne. Pio­nier, pre­kur­sor, od­krywca - czyż to nie brzmi dum­nie? W teo­rii zde­cy­do­wa­nie tak, lecz w prak­tyce to trudna sprawa, bo nowe te­maty w na­uce by­wają nie­bez­pieczne jak go­rący kar­to­fel. Trud­no­ści uwi­dacz­niają się szcze­gól­nie wtedy, gdy wy­niki ana­liz przy­cho­dzi za­ko­mu­ni­ko­wać in­nym. Na­ukowcy są jak li­sto­no­sze z wie­ściami, które choć póź­niej stają się oczy­wi­sto­ścią, po­cząt­kowo wcale nie mają lek­kiego ży­cia. W fa­zie ini­cjal­nej nie chce wie­rzyć im nikt, wy­zywa się ich od pe­sy­mi­stów i nie­po­trzeb­nie ją­trzą­cych. Póź­niej zaś, ze swo­imi, pod­da­nymi już pró­bie czasu, prze­my­śle­niami, oskar­żani by­wają o prace na ja­ło­wym, a na­wet wstecz­nym biegu. Za dużo wi­dzieli, ob­li­czali, na­bie­rali dy­stansu i ostroż­no­ści w for­mu­ło­wa­niu są­dów.

Ta­kie my­śli ko­ła­tały mi się po gło­wie wraz z prze­wra­ca­niem ko­lej­nych kar­tek roz­wa­żań Ben­ja­mina von Brac­kela. Nie od­no­siły się wy­łącz­nie do niego - au­tora książki, którą trzy­mają Pań­stwo w rę­kach - ale też do mo­ich ko­le­ża­nek i ko­le­gów, jak i wresz­cie do mnie sa­mego. Wpły­wem kli­matu na or­ga­ni­zmy żywe - ich li­czeb­ność, roz­miesz­cze­nie, zmiany w cza­sie i prze­strzeni - zaj­mo­wa­łem się na do­bre, nim stało się to modne. Pa­mię­tam tamte lata. Szkoda, że nie pro­wa­dzi­łem za­pi­sków. Nie tylko do­ty­czą­cych ludz­kiej psy­chiki, roz­mów czy spo­rów, ale i przy­rody ob­ser­wo­wa­nej z okna. Ca­ło­ściowo, kom­plek­sowo, może na­wet nieco sen­ty­men­tal­nie. Bar­dzo tego za­zdrosz­czę von Brac­ke­lowi. Au­tor po­ka­zuje ja­sno, że po­dróże kształcą, ale naj­bar­dziej - co za ba­nał - wy­kształ­co­nych. Tych, któ­rzy wie­dzą, gdzie po­je­chać, na co pa­trzeć, jak in­ter­pre­to­wać ob­ser­wa­cje, kogo i o co py­tać. Wy­prawa von Brac­kela jest no­stal­giczna, troszkę po­szar­pana, przy­po­mi­na­jąca klatki filmu wy­świe­tla­nego na po­pu­lar­nym w mo­jej mło­do­ści dia­sko­pie Ania. Ak­cja może nie­zbyt wartka, ale jak się ma nieco wy­obraźni, to ła­two po­skle­jać ko­lejne ob­razy. Miej­sce za miej­scem, przy­goda za przy­godą. Je­śli zaś ko­muś bę­dzie mało albo bę­dzie po­szu­ki­wał do­dat­ko­wych wy­ja­śnień, to vo­ila - wy­star­czy tylko zer­k­nąć do su­ge­ro­wa­nych prac na­uko­wych i in­nych bar­dzo szcze­gó­ło­wych opra­co­wań, peł­nych liczb, sta­ty­styk i nar­ra­cji po­ka­zu­ją­cych nie tylko ar­gu­menty wspie­ra­jące au­to­rów, ale i pewne trud­no­ści oraz niu­anse me­to­do­lo­giczne, a na­wet zu­peł­nie inne moż­li­wo­ści in­ter­pre­ta­cyjne. Bo kli­mat ma tę ce­chę, że od­dzia­łuje na wiele skła­do­wych bio­róż­no­rod­no­ści, ale sam także pod­lega wpły­wom. Ak­tyw­no­ści Słońca, wul­ka­nów i Homo sa­piens. W skali lo­kal­nej i glo­bal­nej, w krót­kich i znacz­nie dłuż­szych okre­sach, czę­sto w prze­pla­ta­ją­cych się fa­zach, li­czą­cych od za­le­d­wie kilku do po­nad kil­ku­set lat. Jak nad tym wszyst­kim za­pa­no­wać? Jak to in­te­lek­tu­al­nie ogar­nąć i opi­sać? Nie wiem, ale von Brac­kel zna­lazł cie­kawą for­mułę - opi­sy­wać z bli­ska, roz­ma­wiać z ludźmi, nieco może uprasz­czać i okra­szać dużą dawką in­dy­wi­du­al­nych prze­my­śleń. To na pewno nie­je­dyna moż­li­wość, a czy warta re­flek­sji, to już po­zo­sta­wiam Pań­stwa oce­nie, choć pod­po­wiem: w moim prze­ko­na­niu - tak!

Wspo­mnia­łem już, że kli­mat stał się za­gad­nie­niem nie­zwy­kle mod­nym, a jak mod­nym, to i nie­bez­piecz­nym. Za­ha­cza bo­wiem już nie tylko o fi­zykę, ale i po­li­tykę. At­mos­fera Ziemi ma z kli­ma­tem zwią­zek taki, jak at­mos­fera dys­ku­sji - a cza­sami już wręcz py­skó­wek - aka­de­mic­kich. Kli­mat kształ­tuje mo­del de­baty pu­blicz­nej, w któ­rej jed­nak cza­sami bar­dzo da­leko do sporu na ra­cjo­nalne ar­gu­menty. Nie­bez­piecz­nie czę­sto wy­gry­wają emo­cje, pa­nika, a nie chłodne wy­ra­ża­nie opi­nii. Ro­zu­miem sto­jące za tym prze­słanki, acz­kol­wiek uwa­żam, że w dłuż­szej per­spek­ty­wie cza­so­wej pa­nika, jak i pe­sy­mizm wcale nie pro­wa­dzą do sen­sow­nych roz­wią­zań. Współ­cze­sna, do­tąd nie­spo­ty­kana w tak krót­kim cza­sie dy­na­mika kli­matu po­wo­duje, że na świe­cie mamy wielu prze­gra­nych - eko­sys­temy, ga­tunki, po­pu­la­cje i osob­niki. Wszystko przez to, że ad­ap­ta­cje są zbyt wolne w zde­rze­niu z tak szybko zmie­nia­ją­cym się śro­do­wi­skiem. Przy­naj­mniej tak te pro­cesy wi­dzimy. Von Brac­kel po­daje przy­kłady z gór i ni­zin, pół­nocy i po­łu­dnia, wschodu i za­chodu, za­gląda w siel­ski wiej­ski kra­jo­braz i w cen­tra me­tro­po­lii, na pu­sty­nie i w głę­bie oce­anów. Wszę­dzie zmiany, zmiany, zmiany...

Zde­cy­do­wa­nie ży­jemy w cie­ka­wych cza­sach. Jed­nakże to nie pierw­szy raz w hi­sto­rii ludz­ko­ści kom­bi­na­cja czyn­ni­ków kli­ma­tycz­nych i śro­do­wisk może na za­gładę ska­zać na­wet całe cy­wi­li­za­cje. Może do­tknąć, a w za­sa­dzie prze­cież już do­tyka, współ­cze­sną cy­wi­li­za­cję tech­niczną. Cóż z tego, że do­mi­na­cję Homo sa­piens na­zwiemy an­tro­po­ce­nem, z wiel­kim prze­kształ­ce­niem warstw geo­lo­gicz­nych uka­zu­ją­cych na­sze moż­li­wo­ści tech­niczne, skoro owa do­mi­na­cja może sta­no­wić przy­sło­wiowy gwóźdź do trumny? Może, ale nie musi. Czas ucieka, ale jesz­cze mo­żemy za­dzia­łać. W po­sta­wie­niu dia­gnozy po­maga nam Ben­ja­min von Brac­kel, po­sił­ku­jący się wy­ni­kami se­tek ba­dań, ze­bra­nymi na kar­tach tej książki. Co z tym uczy­nimy, za­leży wy­łącz­nie od nas.

Pa­trzę na wła­sne po­kryte szro­nem skro­nie, ale także znacz­nie ode mnie star­szych moż­nych tego świata, i do głowy przy­cho­dzi mi piękna ła­ciń­ska sen­ten­cja: Adu­le­scen­tia est tem­pus di­scendi, sed nulla aetas sera est ad di­scen­dum, ozna­cza­jąca mniej wię­cej tyle, że mło­dość jest cza­sem ucze­nia się, lecz w żad­nym wieku nie jest na to za późno. Warto z tej wska­zówki sko­rzy­stać, na­wet jak już tro­chę się po­cho­dziło po Ziemi, wi­działo to i owo, a na­wet do­strze­gło czasy wiel­kich dy­na­micz­nych prze­mian. To Zie­mia - prze­pra­szam za gór­no­lotne słowa - jest na­szym do­mem i wbrew róż­nym za­klę­ciom nie ma dla nas Pla­nety B.

Prof. dr hab. Piotr Try­ja­now­ski

Uni­wer­sy­tet Przy­rod­ni­czy w Po­zna­niuPo­li­tech­nika Mo­na­chij­ska

Po­znań-Mo­na­chium, li­sto­pad 2023