Stany splątane. Fizyka a literatura współczesna - Dominika Oramus

Kup ebooka

69.90 zł
50.33 zł (50,33 zł najniższa cena z 30 dni)

-
Proszę czekać
?

Przypisy

[1] Zob. np. Anton Zeilinger, Od splątania cząstek do kwantowej teleportacji, s. 10. O biograficznych okolicznościach powstania tego słynnego powiedzenia, użytego przez Einsteina po raz pierwszy w liście do Maxa Borna w 1935 roku, można przeczytać w Einstein. Jego życie, jego wszechświat Waltera Isaacsona, s. 432.
[2] A także ćwierć wieku po opublikowaniu Trzeciej kultury pod redakcją Johna Brockmana - rewizji tez Snowa z lat 90., epoki boomu na książki popularnonaukowe. O książce tej dokładniej piszę w rozdziale III. Snow nie był pierwszym intelektualistą, który zwrócił uwagę na proces stopniowego oddalania się dwóch sfer cywilizacji zachodniej. Już pod koniec XIX wieku Thomas Henry Huxley postulował w eseju "Science and Culture" ("Nauka i kultura"), by w kształceniu młodych Anglików kładziono większy nacisk na nauki ścisłe, zaś Matthew Arnold dowodził tezy wręcz przeciwnej w "Literature and Science" ("Literatura i nauka"), gdzie opowiadał się za humanistycznym charakterem wykształcenia. Identyczny tytuł, Literature and Science, nosi też praca Aldousa Huxleya wydana już po wykładzie Snowa (i jego książkowej wersji). Huxley zgadza się z niektórymi kwestiami poruszanymi przez Snowa. Pod koniec wieku XX do zagadnień tych wraca N. Katherine Hayles w książce The Cosmic Web: Scientific Field Models and Literary Strategies in the Twentieth Century (Kosmiczna sieć. Naukowe modele pola i strategie literackie w wieku XX). W Stanach splatanych zastosowana jest następująca konwencja pisania tytułów tekstów (lub filmów), które nie były tłumaczone na język polski. Za pierwszym razem po tytule oryginału podane jest w nawiasie tłumaczenie tytułu na polski, w dalszej części tekstu używany jest tytuł oryginału. Kursywą pisane są tytuły esejów, książek i filmów, w cudzysłowach tytuły rozdziałów lub opowiadań zaczerpniętych z tomów o osobnym tytule. Konwencja cytowania: po cytacie w nawiasie podano nazwisko autora i numer strony. W przypadku gdy cytowanych jest kilka tekstów tego samego autora, oprócz nazwiska podano pierwsze słowo tytułu, a jeśli cytowane źródło pochodzi z Internetu, nie podano numeru stron.
[3] Sonia Front w Shapes of Time in British Twenty-First Century Quantum Fiction (Kształty czasu w brytyjskiej fikcji kwantowej w XX wieku) opisuje modę na "kwantowość" w kulturze anglosaskiej - internetowa księgarnia Amazon oferowała w roku 2015 aż 33 053 książki z kwantami w tytule, od kwantowego tarota po kwantowe prowadzenie biznesu (Front, vii).
[4] Użycie takich metod pozwala na odtworzenie założeń teoretycznych autora, ale nie pozwala na określenie, czy są one słuszne. Pokazuję na przykład, że dana powieść zawiera intertekstualne odniesienia do teorii względności, ale nie oceniam, czy teoria ta służy do opisu Wszechświata lepiej czy gorzej niż teorie wcześniejsze. Ukazuję jedynie, czy w świecie przedstawionym powieści stosowana jest konsekwentnie i jaki jest efekt artystyczny tego zabiegu.
[5] Mam na myśli przede wszystkim dygresyjną i pełną opowieści o kolegach autobiografię Freda Hoyle'a Mój dom kędy wieją wiatry oraz dwutomowe dzieło 200 uczonych w anegdocie Wróblewskiego.
[6] Jim Baggott w książce Teoria kwantowa. Odkrycia, które zmieniły świat wskazuje na fakt, że istnieje także niebezpieczeństwo odwrotne - to fizyka, odsuwając się od empirii, popada w retorykę, a zapożyczony od humanistów ornamentalny język zastępuje sprawdzalne tezy: "kryzys fizyki wynika bezpośrednio z braku danych doświadczalnych. Teoria, która ma ambicje skupiać się na sprawach autentycznie ważnych, faktycznie pojawiających się w rzeczywistym świecie, musi opierać się na eksperymentach. Bez nich grozi jej wycofanie się w metafizykę, stosunkowo bezcelowe spekulacje o tym, ile aniołów mieści się na czubku szpilki, albo o tym, ilu niewidocznych (i niemożliwych do zaobserwowania) wymiarów przestrzennych potrzebują superstruny do tego, żeby mogły w nich wibrować. Nauki ścisłe to nie filozofia. Kiedy jednak nie można odwołać się do wyników eksperymentów, być może nie da się uniknąć tego, by nauka stała się bardziej spekulatywna i granicząca z metafizyką" (Baggott, 489).
[7] Książkę Sokala i Bricmonta omawiam dokładniej w rozdziale III.
[8] W tym momencie można by postawić zarzut, że tytułowe "splątanie", określenie zaczerpnięte z dyskursu fizycznego i użyte w pracy literaturoznawczej, to właśnie taka mylna postmodernistyczna metafora. Jest to jednak jedyny taki przypadek w książce, a tytuł rządzi się własnymi prawami i jest w nim miejsce na większą dowolność. Sam Einstein, nazywając stan splątany oddziaływaniem "upiornym", sięgnął do repertuaru horroru czy opowieści o duchach, by opisać zjawisko fizyczne, i tym samym rozpoczął tradycję używania tego terminu w sposób metaforyczny. Dodatkowo pojęcie "stan splątany" nie służy w książce jako pretekst do budowania piętrowych porównań. Rozmaite aspekty tych stanów nie są przywoływane do opisu zjawisk kultury tak, jak Baudrillard eksploatuje termin "przestrzeń nieeuklidesowa", by opisywać różne aspekty postmodernistycznego pesymizmu.
[9] Na przełomie XIX i XX wieku angielscy intelektualiści zaczęli zdawać sobie sprawę, jak upraszczający i niebezpieczny jest pogląd, że na Ziemi panuje jedna cywilizacja - zwycięski Zachód, który skolonizował i przemodelował na swoje podobieństwo resztę świata. W monumentalnym Studium historii Arnold Toynbee ostrzegał przed lekceważeniem innych, stłamszonych, ale nie zniszczonych kultur, które wcześniej czy później mogą ruszyć na zachodnie imperia, jak niegdyś barbarzyńcy na Rzym: "Teza jedności cywilizacji stanowi błędną koncepcję, na której trop naprowadził nowożytnych zachodnich historyków wpływ ich społecznego środowiska. Zwodniczym okazuje się fakt, iż w okresie nowożytnym nasza własna cywilizacja zachodnia zarzuciła sieć swego kanonicznego systemu na całą kulę ziemską. Choć mapy gospodarcza i polityczna ulegają obecnie westernizacji, mapa kulturalna pozostaje w istocie tym, czym była, zanim nasza zachodnia społeczność rozpoczęła swe dzieła ekonomicznego i politycznego podboju" (Toynbee, 49).
[10] Porównaj studium wyobraźni militarnej w fikcji spekulacyjnej autorstwa I.F. Clarke'a Voices Prophesying War: Future Wars, 1763-3749 ("Jak głosy przodków nową wieszczą wojnę!". Wojny przyszłości 1763-3749).
[11] Fizyk Paul Davies w popularnonaukowej książce Czas, przybliżającej czytelnikom kwestie natury ściśle naukowej, zamieścił rozdział poświęcony literaturze i czasowi pt. "Podróże w czasie. Fakt czy fantazja?", gdzie omawia m.in. Wehikuł czasu H.G. Wellsa, a także późniejszą Strzałę czasu Martina Amisa. Nie wspomina natomiast o powieści Ada Vladimira Nabokova, łączącej rozważania o naturze czasu z rozważaniami o fantastyce naukowej, którą Nabokov woli nazywać fantastyką fizyczną.
[12] Wspólnota naukowa zawsze w nie do końca uświadomiony sposób uznaje dany paradygmat - osoby uprawiające określoną specjalność funkcjonują w ramach zdefiniowanych przez instytucję: mają podobne wykształcenie zdobyte na tych samych uczelniach, piszą do tych samych periodyków naukowych, posługują się zbliżoną terminologią, w analogiczny sposób przekazują swoją wiedzę i kompetencje pokoleniu uczniów. Wykazują się oni względną jednomyślnością w kwestiach zawodowych, łączą ich podobne lektury i wyciągnięte z nich wnioski. Thomas Kuhn w Dwóch biegunach podaje podstawowe znaczenia terminu "paradygmat": to przekonania naukowców w jakiejś epoce, na przykład na temat funkcjonowania Wszechświata, a jednocześnie przekonanie najistotniejsze, determinujące sposób uprawiania fizyki i myślenia o naturze.
[13] Człowiek o bardzo szerokich horyzontach i wszechstronnym wykształceniu. Dobrze znał kulturę starożytną i historię literatury - jego oczytanie wpłynęło znacząco na charakter życia kulturalnego Los Alamos, zwłaszcza że przysyłano tam najlepszych europejskich fizyków, którzy przyjechali do Stanów Zjednoczonych z hitlerowskiej Europy i mieli za sobą tradycyjne europejskie wykształcenie z przełomu wieków, kiedy to wielką wagę przywiązywano do klasyki. O ponadprzeciętnych zdolnościach młodego Oppenheimera, który wykazywał talent do wszystkich przedmiotów, piszą Kai Bird i Martin J. Sherwin w pierwszym rozdziale biografii Amerykański Prometeusz. Triumf i tragedia Roberta Oppenheimera, nazywając go "nietypowym młodym człowiekiem o renesansowej skali zainteresowań" (Bird i Sherwin, 37).
[14] Znaczenie ustnej tradycji epickiej w czasach literatury pisanej - w tym stylizacje epickie używane w tekstach nowożytnych prezentujących wydarzenia uważane w danej kulturze za przełomowe - najpełniej opisuje C.S. Lewis we wstępie do Raju utraconego Johna Miltona. Z drugiej strony jednak do mówienia o funkcjonowaniu opowieści o Los Alamos w kulturze przełomu XX i XXI wieku może posłużyć termin "mit" w ujęciu kulturoznawców takich jak Roland Barthes. Pisząc w roku 1970 wstęp do kolejnego wydania swojej słynnej książki Mythologies, definiuje on zespół mitów funkcjonujących w społeczeństwie francuskim połowy XX wieku jako skodyfikowane znaczenia wyrażone w języku popkultury (zdjęcia, filmy, reklamy), używane, by wierzenia pewnej partykularnej kultury przedstawić jako uniwersalia. Mity zdaniem Barthes'a pochodzą z przeszłości, lecz używane są w teraźniejszości, a kultura masowa sprzyja procesowi mitologizacji, czyli zastyganiu znaczeń arbitralnie przypisywanych pewnym obrazom czy opowieściom.
[15] Podstawowe odniesienie kulturowe powtarzane w wielu relacjach to mit Prometeusza: zaangażowani w prace nad bombą naukowcy myśleli o swojej działalności w kategoriach heroicznych - wykradzenia ognia bogom. Szerzej na ten temat, zwłaszcza o porównywaniu Roberta Oppenheimera do "amerykańskiego Prometeusza", można przeczytać w rozdziale II.
[16] Był to Norris Bradbury, amerykański fizyk, który kierował działalnością laboratoriów w Los Alamos już po wojnie - w latach 1945-1970.
[17] Modę taką rozpoczął Dan Brown, który w Kodzie Leonarda da Vinci wspomina nazwisko Newtona w kontekście "okultystycznej" działalności intelektualistów XVII i XVIII wieku. Po sukcesie kasowym tej powieści zaczęły ukazywać się książki pisane na podobnej zasadzie - w niektórych niesławnym bohaterem jest właśnie Newton, o czym szerzej piszę w rozdziale I.
[18] W latach 1692-1693 Newton przeszedł ciężkie załamanie nerwowe, być może spowodowane wdychaniem oparów rtęci podczas eksperymentów laboratoryjnych - szerzej na ten temat piszę w rozdziale I.
[19] Równolegle na przełomie XIX i XX wieku powstaje drugi etos - nauk ścisłych jako klucza do zrozumienia świata, działalności naukowej jako misji i genialnych fizyków jako swoistych "wieszczów" wyjaśniających, jak działa natura. Albert Einstein i Leopold Infeld pisali w latach 30.: "Za pomocą teorii fizycznych staramy się przebrnąć przez gąszcz spostrzeganych faktów, staramy się uporządkować i zrozumieć świat naszych wrażeń zmysłowych. Chcemy, aby spostrzegane fakty logicznie wynikały z naszej koncepcji rzeczywistości. Bez wiary w możliwość rozumienia rzeczywistości za pomocą naszych konstrukcji myślowych, bez wiary w wewnętrzną harmonię świata, nie byłoby nauki. Wiara ta jest i zawsze będzie głównym motywem wszelkiej twórczości naukowej. We wszystkich naszych wysiłkach, w każdej dramatycznej walce między starymi a nowymi poglądami, dostrzegamy odwieczne pragnienie zrozumienia, dostrzegamy niezachwianą wiarę w harmonię świata. Wiarę tym silniejszą, im większe piętrzą się na drodze nauki przeszkody" (Einstein i Infeld, 250).
[20] Podgatunek powieści postmodernistycznej, w której narracja ma za zadanie odzwierciedlać doświadczenie rzeczywistości postrzeganej przez pryzmat teorii kwantowej. Tematem quantum fiction wcale nie musi być nauka ani też życie naukowców, choć często powieści te są pisywane przez zawodowych fizyków. Drugim obok quantum fiction miejscem przenikania się teorii kwantowej i humanistyki są teorie, według których procesy zachodzące w świadomości istot rozumnych są warunkowane przez zjawiska kwantowe. W Cieniach umysłu Roger Penrose omawia hipotezę, zgodnie z którą wielkoskalowe stany kwantowe zachodzą w neuronach - w mikrotubulach mających kształt odizolowanych "rurek", gdzie być może kiedyś zaobserwujemy "wiele dziwnych właściwości funkcji falowych (...) na poziomie makroskopowym" (Penrose, 451). Będzie to moment finalnego mariażu nauk ścisłych i humanistyki, myśli ludzkiej i badań jej fizycznego nośnika. Rozważania takie wykraczają jednak poza zakres mojej książki.
[21] Rozważania Hellera są filozoficznym odpowiednikiem dyskusji o literaturze i fizyce rozpoczętej przez Snowa. W Sensie życia i sensie Wszechświata Heller opisuje filozoficzny odpowiednik "dwóch kultur", tzw. teorię dwóch prawd, czyli przekonanie, "iż jest rzeczą rozsądną poznawać dwa sprzeczne ze sobą zdania (lub układy zdań), pod warunkiem że każde z nich należy do innej dziedziny, np. do zbioru praw religijnych i twierdzeń nauki" (Heller, Sens..., 87).
[22] Sztuczne bariery nakładane na myślicieli szkodzą każdej z rozdzielonych sztucznie nauk: "Jednym z głównych problemów stojących przed teologią XXI wieku jest jej dialog z naukami, zwłaszcza z naukami przyrodniczymi. Fakt, że wielka liczba teologów (może nawet większość) nie dostrzega wagi tego problemu, świadczy jedynie o tym, że jest to problem naprawdę palący. Zignorowanie go może zepchnąć teologię niedalekiej przyszłości na marginesy kulturowego życia ludzkości" (Heller, Sens..., 17).
[23] Heller prezentuje między innymi poglądy kosmologa Edwarda Arthura Milne'a na rolę Boga w historii Wszechświata. Bóg działa nie poprzez stwarzanie nowych praw przyrody, lecz przez stwarzanie okoliczności do działania biologicznej ewolucji.
[24] Zwraca uwagę na to, że dopiero na początku XX wieku kosmologia skrystalizowała się jako nauka empiryczna, wyszła ze strefy domysłów i rozważań właściwych filozofii. Sama nazwa "kosmologia" zarezerwowana była niegdyś dla humanistycznej dyscypliny filozoficznej zajmującej się Wszechświatem, przez co zmieniała się razem z definicjami Wszechświata i wyobrażeniami, jakie kultura rozmaitych epok miała na temat wyglądu i funkcjonowania Kosmosu. Wszechświat z ludzkich wyobrażeń ograniczał się niegdyś do Układu Słonecznego, a potem wraz z rozwojem technik obserwacyjnych zaczął się rozszerzać.
[25] Dotyczy to zwłaszcza zjawiska początku kosmicznej ekspansji, które "stworzyło dla różnego rodzaju religijnych apologetów naturalną okazję utożsamiania osobliwości ze stworzeniem Wszechświata przez Boga. Dotyczyło to nie tylko popularyzatorów nauki i autorów religijnych książek, ale również poważnych naukowców" (Heller, Filozofia..., 111). W tym kontekście Heller przytacza także hipotezę "Boga do zapychania dziur" (God of the gaps), zgodnie z którą przywołujemy Boga do wyjaśniania luk w naszej wiedzy, zjawisk, które w danym momencie historii nauki są dla nas niepojmowalne.
[26] Nie dysponujemy też innymi przedświatami mogącymi służyć do porównań: "mając za przedmiot obiekt występujący w jednym egzemplarzu, kosmologia jest nauką niezwykle interesującą z metodologicznego punktu widzenia" (Heller, Filozofia..., 5).
[27] Najważniejsza dla rozważań podejmowanych w Stanach splątanych jest książka, którą Michał Heller napisał wspólnie ze Stanisławem Krajewskim, Czy fizyka i matematyka to nauki humanistyczne? Szerzej o niej piszę w rozdziale III.
[28] W Polsce ukazało się tłumaczenie bardzo istotnej, już kilkakrotnie przywoływanej pozycji podejmującej jeden aspekt tego zagadnienia - zapatrzenie filozofów postmodernistycznych w dyskurs współczesnych nauk ścisłych, z którego całymi garściami czerpią metafory, nie zawsze z dobrym skutkiem - Modne bzdury Alana Sokala i Jeana Bricmonta.
[29] Wyjątkiem są niektóre najnowsze powieści postmodernistyczne, zwłaszcza quantum fiction, jak na przykład książki Scarlett Thomas czy Andrew Crumeya. W przypadku tych i kilku innych szczególnie istotnych tekstów, które nie zostały jeszcze opublikowane w naszym kraju, przytaczane w cytatach fragmenty przetłumaczyłam sama.
?

Wstęp

Stany splątane

Stan splątany to układ kwantowy dwóch lub więcej cząstek elementarnych wykazujący "upiorne działanie na odległość", jak to określał Einstein[1]. Gdy dokonujemy pomiaru stanu jednej cząstki, druga z nich natychmiast o tym "wie", jak gdyby dostosowując do tego swoje parametry. Innymi słowy, dwa odległe i pozornie niezależne zjawiska okazują się ściśle ze sobą związane, a opis jednego z nich musi uwzględniać drugie.

Termin "stany splątane" w tej książce należy rozumieć jako metaforę określającą współzależność między fizyką a literaturą. Książka ma na celu prześledzenie fascynacji i strachu, jakie rozwój fizyki w ostatnim stuleciu wzbudzał u humanistów, a także tego, jak fizycy odwoływali się do literatury i filozofii, by pojąć implikacje własnych odkryć. W tym sensie zajmuje się właśnie "splątaniem" kilku dyskursów. Moim celem jest pokazanie, że nauki ścisłe (których sztandarowym przedstawicielem jest fizyka) i humanistyka (reprezentowana przez literaturoznawstwo) rozwijają się tylko pozornie niezależnie, a naprawdę pozostają w pewnej od siebie zależności.

Podjęcia takiego tematu dziś - pół wieku po wygłoszeniu przez powieściopisarza i fizyka angielskiego C.P. Snowa słynnego wykładu[2] Dwie kultury, jest bardzo zasadne. Snow upatrywał przyczyn kryzysu intelektualnego dotykającego kulturę Zachodu w braku porozumienia między sferami nauk ścisłych a humanistyką. Liczne głosy wskazują obecnie na pogłębienie się przepaści między dwoma sposobami opisu rzeczywistości stworzonymi w odpowiedzi na te zjawiska: analizą zjawisk świata zewnętrznego metodą naukową i systemową analizą wytworów kultury ludzkiej. Mówi się też o braku porozumienia między ich przedstawicielami. Warto więc zadać pytanie odwrotne: jak bardzo te sfery cywilizacji zależą od siebie nawzajem?

Przepaść nie do zasypania rozdzielająca nauki ścisłe i humanistyczne była w połowie XX wieku tematem wielu dyskusji toczonych i na uniwersytetach, i na łamach prasy. Wtedy też narodziły się stereotypy, które po dziś dzień mają wpływ na postrzeganie naszego świata - przedstawiciele nauk ścisłych wedle takich uproszczeń dobrze zarabiają, rozumieją technologię i zajmują się nauką stosowaną w przemyśle. Ich koledzy z drugiej strony kampusu to naiwni, choć szlachetni miłośnicy literatury i historii, którzy nie potrafią zrobić nic konkretnego. Takie stereotypowe podziały wciąż wpływają na sposób, w jaki uniwersytety prezentowane są w powieściach współczesnych i mediach.

Rozpoczynając kilka lat temu prace badawcze nad sposobami przedstawiania fizyki w literaturze współczesnej, postanowiłam prześledzić historię kilku skrótów myślowych i klisz powracających w tekstach kultury od około stu lat. Prócz rozłamu cywilizacji Zachodu na humanistykę i nauki ścisłe były to także: porażka wiary w naukę i postęp, upadek humanistyki współczesnej oraz mit genialnego naukowca i jego moralnej odpowiedzialności za własne odkrycia. Analiza uzyskanych wyników pozwoliła mi na sformułowanie hipotezy, którą ma zweryfikować niniejsza książka: od ponad wieku literatura stara się zasymilować odkrycia nowej fizyki i włączyć do własnego dyskursu, próbując postrzegać fizykę jako przedmiot refleksji humanistycznej. Nauki humanistyczne widzą w fizyku człowieka opisującego zarówno Wszechświat, jak i siebie, obserwatora tego Wszechświata. Im bardziej rozbudowana jest taka interpretacja fizyki i fizyków, tym bardziej oddalamy się od rzeczywistości. Nauki ścisłe rozwijają się niezależnie od tych refleksji; co pewien czas następują tam nowe odkrycia, którymi zaczynają się interesować humaniści. Tak było z teorią względności, fizyką kwantową[3], a potem z rozmaitymi jej aspektami i interpretacjami - a wtedy proces asymilacji zaczyna się na nowo.

Analizując fizykę w literaturze (i w mniejszym stopniu literaturę w fizyce), Stany splątane próbują badać współzależność humanistyki i nauk ścisłych, oczywiście w określonym zakresie. Próby powiedzenia wszystkiego o wzajemnej zależności głównych kierunków rozwoju myśli ludzkiej (nawet zawężonej do współczesnej cywilizacji zachodniej XX i XXI wieku) przekraczają ramy pojedynczej książki. Aby zweryfikować powyżej sformułowaną hipotezę, wyznaczam kilka konkretnych celów badawczych, ale najpierw chciałabym wyraźnie określić, czego moja praca nie będzie dotyczyć i jakie metody badawcze zostaną w niej zastosowane.

1. Stany splątane to książka literaturoznawcza, używam aparatu pojęciowego i metodologii literaturoznawczej (analiza dyskursu - badanie zależności intertekstualnych między tekstami kultury, szczegółowa analiza literaturoznawcza wybranych fragmentów)[4]. Książki tej nie można określić mianem pracy interdyscyplinarnej, gdyż nie stosuje metod badawczych właściwych fizyce, która jest jej tematem, a nie sposobem podejścia do analizowanego zjawiska.

2. Analizuję między innymi teksty pisane przez fizyków - dowód ich fascynacji literaturą i religioznawstwem, co pozwala zachować pewną równowagę i wysłuchać nie tylko humanistów, ale też przedstawicieli nauk ścisłych. Czytelnik nie znajdzie tu jednak zbioru anegdot o naukowcach, ich fascynujących biografiach i śmiesznych sentencjach czy dziwactwach - książki takie pisywali o swoich kolegach sami fizycy, od Freda Hoyle'a po Andrzeja Kajetana Wróblewskiego[5].

3. Nie próbuję czerpać pojęć czy wyrwanych z kontekstu fraz pochodzących z tekstów poświęconych teoriom fizycznym po to, by opisać kulturę współczesną lub świat mediów. Nie postuluję na przykład "nieliniowości doświadczenia ponowoczesnego", "ugięcia czasoprzestrzeni posthumanistycznej" itd. Metaforyka tego rodzaju jest wadliwa nie tylko na gruncie logiki, ale i literaturoznawstwa, gdyż: "metafora zazwyczaj służy wyjaśnieniu mniej znanego pojęcia przez powiązanie go z pojęciem bardziej znanym, a nie na odwrót" (Sokal i Bricmont, 24). W humanistyce końca XX wieku zdarzały się mody na używanie terminów zapożyczonych z nauk ścisłych do omawiania zjawisk kulturowych, niestety, efekty nie były dobre[6]. Część pism postmodernistycznych filozofów jest wręcz niezrozumiała przez nadmiar takich językowych ornamentów. Stanisław Anderski komentował tę modę:

Recepta na napisanie pracy w takim stylu jest równie prosta jak skuteczna: wystarczy znaleźć podręcznik z matematyki, skopiować mniej skomplikowane fragmenty, dodać trochę odnośników do literatury w jednym lub dwóch działach nauk społecznych, nie martwiąc się przy tym nadmiernie, czy dopisane wzory matematyczne rzeczywiście mają jakikolwiek związek z rzeczywistymi ludzkimi działaniami, oraz wybrać dobrze brzmiący tytuł, który sugeruje, że autor znalazł klucz do ścisłej nauki o zbiorowym zachowaniu ludzi (w: Sokal i Bricmont, 25).

Powyższy fragment cytuję za Alanem Sokalem i Jeanem Bricmontem, którzy zbadali to zjawisko. W ich książce Modne bzdury[7] można znaleźć przykłady takich pozornie naukowych, a niewiele znaczących metafor, między innymi autorstwa Jeana Baudrillarda:

W euklidesowej przestrzeni historii najkrótsza droga między dwoma punktami to linia prosta, linia Postępu i Demokracji. To jest jednak prawdą tylko w liniowej przestrzeni Oświecenia. W naszej nieeuklidesowej przestrzeni fin de si?cle'u złowroga krzywizna nieubłaganie powoduje ugięcie wszystkich trajektorii. Jest to niewątpliwie związane ze sferycznością czasu (widoczną na horyzoncie końca wieku, podobnie jak sferyczność Ziemi jest dostrzegalna na horyzoncie pod koniec dnia) lub subtelnymi zniekształceniami pola grawitacyjnego... Przez to odwrócenie historii do nieskończoności, tę hiperboliczną krzywiznę samo stulecie unika swego do końca (w: Sokal i Bricmont, 45).

Metafory użyte w tym tekście służą sztucznemu skomplikowaniu prostej obserwacji, że współczesne myślenie o historii postępu różni się od osiemnastowiecznej wiary w rozum. Przywoływanie przez filozofa "przestrzeni nieeuklidesowej" albo "sferyczności czasu" nie ma na celu wytłumaczenia, na czym polega doświadczenie ponowoczesności, lecz pomaga jedynie wywołać wrażenie, że tekst ma styl erudycyjny. Jasne są także inne zabiegi retoryczne zastosowane tu przez Baudrillarda po to, by pokazać czytelnikowi, że to on ma kłopot z pojmowaniem spektakularnych skrótów myślowych. Baudrillard stosuje w pierwszym zdaniu wyliczenie - po stwierdzeniu rozpoznawalnym jako prawdziwe: "najkrótsza droga między dwoma punktami to linia prosta", po przecinku mamy stwierdzenie, że ta linia to "linia Postępu i Demokracji", co nie jest już tak jasne, a w co mamy uwierzyć automatycznie, ponieważ zgodziliśmy się z pierwszą częścią zdania. Kolejne zdania zawierają słowa "nieubłaganie" i "niewątpliwie", wzmacniające stwierdzenia i sprawiające wrażenie, że to, o czym mówi tekst, powinno być dla nas ewidentne[8].

Reasumując, metodologia literaturoznawcza - z powyższymi zastrzeżeniami - ma posłużyć do przebadania wzajemnej zależności dwudziestowiecznej literatury i nowej fizyki, charakteryzującej kulturę wieków XX i XXI. Tak szeroki zakres materiału sprawia, że został on podzielony na kilka działów, a każdy z nich poszukuje odpowiedzi na konkretnie postawione pytanie badawcze. Ponieważ źródeł zjawisk zachodzących w kulturze współczesnej należy szukać kilka dekad wcześniej, pod koniec XIX stulecia, pierwsze pytanie badawcze brzmi: jak w okresie poprzedzającym współczesność postrzegano fizykę i naukowca fizyka, a chronologiczny zakres tych rozważań rozpoczyna się od przebadania literatury spekulacyjnej, która powstawała na zachodzie Europy pod koniec epoki wiktoriańskiej. W tamtych czasach, pełnych niepewności i troski o przyszłość zarówno Europy, jak i całego cywilizowanego świata, gwałtowny rozwój nauki, zwłaszcza fizyki, był jednym z czynników, które sprawiły, że do naukowców zaczęto się odnosić z nieufnością. W pisanych wówczas tekstach literackich pobrzmiewają nuty niepewności, pisarze zadają sobie pytanie, czy w jednym z rozlicznych laboratoriów, na rozlicznych europejskich uniwersytetach nie rodzi się właśnie zabójcza technologia.

Strach, że dzięki nauce wkrótce powstanie broń masowego rażenia, która na zawsze odmieni sposób, w jaki cywilizacja Zachodu prowadzić będzie wojny z resztą świata, wyczuwalny jest w utworach wielu ówczesnych intelektualistów, między innymi H.G. Wellsa. Pisząc ze środka europejskich imperiów, intelektualiści tacy wyobrażali sobie krwawe technologiczne wojny w bliskiej im przyszłości. W tych konfliktach, przedstawianych głównie w opowiadaniach i powieściach publikowanych w odcinkach w prasie, napastnikami były zazwyczaj ludy prymitywne[9]. Opisywano barbarzyńskie plemiona spoza granic poznanego świata, które najeżdżają Europę, i Europejczyków, którzy by im się przeciwstawić, uciekają się do drastycznych środków. Naukowcy i wspomagani przez nich inżynierowie w błyskawicznym tempie wypracowują metodę zastosowania najnowszych odkryć fizyki teoretycznej i stwarzają skuteczną, ale przerażającą broń, która pomaga odpędzić najeźdźców, lecz zmienia współczesny świat, także pod względem moralnym.

To właśnie na przełomie XIX i XX wieku wielką popularność zyskały teksty futurologiczne poświęcone przyszłej wojnie, głównie dlatego, że wielkiego międzynarodowego konfliktu (którym stała się I wojna światowa) obawiano się od dekad. Sytuacja polityczna zwiastowała rychłe załamanie się porządku politycznego ustanowionego w Europie w początkach XIX wieku, a jednocześnie rozwój nauk ścisłych i przemysłu, który dzięki nim powstał, pozwalał się domyślać, że techniki militarne zastosowane w przyszłej wojnie będą zabójcze[10]. Myśl taka gnębiła nie tylko humanistów, a moralny aspekt dokonywanych odkryć był ważny - sądząc z przekazów - również dla fizyków. Co ważne, to właśnie wtedy, na przełomie wieków działali słynni fizycy cząstek, tacy jak J.J. Thomson, Frederick Soddy czy Ernest Rutherford, którzy utorowali drogę geniuszom kolejnych kilku dziesięcioleci - Albertowi Einsteinowi, Nielsowi Bohrowi i Paulowi Diracowi. Wówczas ukształtowały się podwaliny współczesnej fizyki, nie tylko pod względem intelektualnym, ale także cywilizacyjnym; po dziś dzień pojmujemy działanie Wszechświata w sposób narzucony przez ówczesne odkrycia. Prześledzenie wzajemnych zależności dwóch zjawisk kulturowych sprzed ponad wieku - rozkwitu literatury futurologicznej, poświęconej przyszłej wojnie, oraz niepokojów związanych z gwałtownym rozwojem fizyki i zgłębianiem wiedzy dotąd niedostępnej człowiekowi - prowadzi do wniosku, że wpływ tych zjawisk był wzajemny i obustronny[11]. Wielcy fizycy częstokroć byli zagorzałymi miłośnikami literatury, a literaci - jak wszyscy ludzie wykształceni tamtych epok - śledzili odkrycia naukowe. Obie te grupy odczuwały ten sam niepokój i obawy, ciążyła im myśl o nieuchronności wojny i świadomość, że wielką rolę odegra w niej nowoczesna technologia.

W tym samym okresie, na początku XX wieku, zmieniało się potoczne pojmowanie, czym jest nauka i kim jest naukowiec. W tekstach z epoki widać wyraźnie rodzące się przekonanie, że naukowiec przyrodnik (czyli także fizyk) ma za zadanie odkrywać prawa natury na podstawie dostępnych mu poszlak w sposób logiczny i ustrukturalizowany - dzięki metodzie naukowej. Jeszcze w pierwszych dekadach XX wieku do opisania takich działań używano pojęcia detekcji, które miało wtedy dwa znaczenia - odkrywania tego, co ukryte, i wykrywania podczas śledztwa, kto popełnił zbrodnię. Naukowiec był więc swoistym detektywem, uosobieniem logiki i rozumu. Jednakże, paradoksalnie, w literaturze popularnej tamtego okresu postać uczonego naukowca wciąż pozostawała pod wpływem starszych stereotypów: uczonego maga i uczonego alchemika, którzy za wszelką cenę - nawet transgresji porządku moralnego - dążą do zgłębienia wiedzy ludziom zakazanej i dla ludzi szkodliwej. Diaboliczni doktorzy w rodzaju Moreau prowadzą więc na kartach powieści z epoki działalność naganną moralnie, choć nienaganną metodologicznie. Posługują się detekcją - formułują hipotezy i dowodzą ich prawdziwości za pomocą powtarzalnych eksperymentów i logicznego rozumowania. Ich badania dotyczą jednak kwestii, których człowiek zgłębiać nie powinien - także wydajniejszych sposobów zabijania rzesz żołnierzy.

Niemniej równolegle z kreśleniem portretów naukowców - samotnych geniuszy obsesyjnie dociekających sekretów natury - w literaturze tamtego okresu pojawia się również ujęcie nauki jako działalności zinstytucjonalizowanej. W takich tekstach uniwersytety i instytuty przedstawiane są jako organizmy hierarchiczne, posiadające swój własny kod zachowania i własne metody orzekania, czy dane odkrycie jest prawdziwe, czy też nie. Naukowcy publikują, recenzują, wygłaszają wykłady, odczytują referaty, piszą polemiki i powoli poszerzają zakres wiedzy, jaką dysponuje ludzkość. Fizycy budują na bazie odkryć swoich poprzedników, które znają z konferencji i naukowych annałów - nauka to działanie kolektywne, o wysokim statusie społecznym, rządzące się własnymi prawami, wytwarzające uniwersalne paradygmaty[12]. Poprzednicy fizyka, bohaterowie tekstów z epok dawnych - mag i alchemik - pracowali samotnie i byli ekscentrykami. Odkrywali sekrety natury za cenę braku akceptacji społecznej czy nawet ostracyzmu, co najlepiej symbolizuje ich wieczne potępienie - po śmierci nie dołączali do grona zbawionych, ale jak Faust trafiali do piekła, gdyż ich działalność była moralnie zła. Nauka w literaturze sprzed wieków była zazwyczaj ukazywana jako transgresja, nie służyła poprawie bytu ludzkości, lecz jej zgubie. Te dawne, na poły zapomniane stereotypy w latach poprzedzających wojnę, gdy powszechnie dywagowano o nowych rodzajach broni masowego rażenia tworzonych dzięki fizyce, powracały w aluzjach i nawiązaniach - do baśni o uczniu czarnoksiężnika czy opowieściach o alchemikach zaprzedających duszę diabłu. Generalnie fizyk i fizyka w kulturze przełomu XIX i XX wieku to motywy złożone, ich przedstawienia odbijają niczym lustro strachy i fascynacje epoki.

W kolejnych dekadach XX wieku, już po wojnach światowych, kulturowe portrety fizyków i fizyki uległy zasadniczej zmianie. Podstawowy kierunek tych zmian to marginalizacja znaczenia fantastyki (nawiązań do dawnych legend, tekstów futurologicznych i spekulacyjnych) na rzecz literatury paradokumentalnej, popularnonaukowej i inspirowanej faktami. Oczywiście rozwijają się literatura i film science fiction, gatunki inspirowane nauką, a dalekie od realizmu, ale rozpoczyna się też trwająca po dziś dzień fascynacja kultury autentycznymi postaciami fizyków, którzy dokonali wielkich odkryć. Kolejne pytanie badawcze zadane w tej książce brzmi więc: w jaki sposób życiorysy fizyków i ich dokonania przedstawiane są w kulturze XX i XXI wieku. Odpowiedź na nie wymaga nie tylko sięgnięcia po literaturę piękną, lecz również odwoływania się do tekstów źródłowych - biografii, programów edukacyjnych i historycznych, a także książek popularnonaukowych poświęconych ważnym odkryciom fizycznym, takich jak nagrodzona Nagrodą Pulitzera Jak powstawała bomba atomowa Richarda Rhodesa. Rhodes pisze o ludziach, których odkrycia i praca przyczyniły się do skonstruowania broni nuklearnej, a to właśnie kwestia bomby atomowej, zarówno jej powstania, jak i implikacji jej użycia, zdominowała myślenie o fizyce i cywilizacji w środkowych dekadach ubiegłego stulecia.

Omawiając to zjawisko, będę się odwoływać również do fikcyjnych lub fabularyzowanych opisów życia fizyków pracujących w Los Alamos, a ponadto do ich o pokolenie starszych kolegów, których odkrycia dokonywane jeszcze przed I wojną światową przyczyniły się do poznania budowy atomu. Autorzy tych tekstów to niekiedy akademiccy fizycy - tacy jak Thomas McMahon, fizyk, który został powieściopisarzem, dziennikarze, jak na przykład Joseph Kanon, który bazując na zebranych faktach, napisał powieść, a także Jonathan Elias i Jazan Wild, autorzy komiksów inspirowanych odkryciami naukowymi. Ciekawym źródłem z pogranicza faktu i fikcji są liczne opublikowane niedawno książki poświęcone nieznanym dotąd bohaterkom wydarzeń związanych z rozwojem fizyki XX wieku i stosowaniem jej odkryć, takich jak wybuch Trinity czy lądowanie statku Apollo na Księżycu. Książki Lily Koppel, Denise Kiernan czy TaraShei Nesbit dokumentują nieznane historie kobiet, głównie - choć nie tylko - żon fizyków i inżynierów zaangażowanych w takie wydarzenia. Przedstawiają dzieje żon astronautów z NASA, które zmuszono, by razem z rodzinami zamieszkały w odizolowanym od świata, ale bacznie obserwowanym przez media luksusowym osiedlu w Houston w Teksasie. Także mieszkanek "lokalizacji X" - miasteczka, w pobliżu którego wzbogacano uran na potrzeby Projektu Manhattan, czy kobiet, które lata wojny spędziły w małej osadzie na pustyni w Nowym Meksyku, nie wiedząc, że ich mężowie codziennie tworzą w pracy śmiercionośną broń. Książki te pokazują konkretne miejsca i bardzo konkretne momenty historyczne, a dzięki koncentracji na zazwyczaj pomijanych świadkach znanych wydarzeń prezentują autentyczne losy rodzin, których życie codzienne ukształtowała fizyka. Rozwój nauki nie był dla nich abstrakcją, lecz namacalną rzeczywistością.

Historia zastosowania odkryć fizyki do stworzenia broni atomowej to najważniejszy aspekt dwudziestowiecznych opowieści o tym, jak rozwój nauk ścisłych wpływa na cywilizację i jak może sprowadzić jej zagładę. Recepcja fizyki w kulturze, dylematy moralne związane z upolitycznieniem działalności badawczej, kwestia odpowiedzialności za to, co się odkryło - wszystkie te elementy powracają wielokrotnie w literaturze faktu, powieściach i filmach opowiadających o życiu fizyków. Analiza relacji uczestników wydarzeń lat 40., takich jak wspomnienia, pamiętniki czy listy, wymaga odwrócenia perspektywy i spojrzenia na współzależność literatury i fizyki z drugiej strony. Zamiast koncentrować się jedynie na tym, jak fizyka była opisywana w literaturze, należy poruszyć kwestię analogiczną - w jakim zakresie tradycja literacka posłużyła do opisu zjawisk fizycznych. Odniesień takich trzeba szukać zwłaszcza w przekazach nowego doświadczenia, jakim było stworzenie i obserwowanie wybuchów nuklearnych. Biografie uczestników Projektu Manhattan, a także inna literatura poświęcona temu tematowi pozwalają pokazać, jak wpływały na fizyków dylematy związane z prowadzeniem badań w czasie trwającej wojny, za pieniądze uzyskane od polityków oczekujących na nową broń. Jak próbowali oni wpisywać własne losy w mityczne schematy fabularne - opowieści o heroizmie, poświęceniu, winie i karze. Robert Oppenheimer[13], dyrektor naukowy Projektu Manhattan, który czuł się osobiście odpowiedzialny za stworzenie w jego rezultacie bomby atomowej, zauważył, że "historia odkryć naukowych, traktowana jako historia ludzkich osiągnięć i ludzkiego zaślepienia, stanowi jeden z wielkich eposów" (Rhodes, motto). Projekt Manhattan, uwieńczony pierwszą w historii spowodowaną przez ludzi nuklearną eksplozją na pustyni w Nowym Meksyku, był dla jej sprawców i obserwatorów opowieścią epicką, relacjonują ją w stylu podniosłym, nawiązując do pradawnych sag. Epos - od opowieści o Gilgameszu czy Beowulfie po dzieje Eneasza lub Rolanda - rozgrywa się tradycyjnie w decydującym momencie historii ludzkości, a działania herosów sprawiają, że rozpoczyna się nowa era[14]. Tak jak dzięki Eneaszowi centrum cywilizacji przesunęło się na zachód i po erze dominacji państw z Azji Mniejszej nastała epoka Imperium Rzymskiego, tak wynalezienie bomby atomowej oznaczało odwrócenie sojuszy militarnych, początek zimnej wojny, a zarazem początek ery hegemonii Stanów Zjednoczonych Ameryki jako najsilniejszego imperium na świecie.

Co więcej, od tamtej chwili radykalnie zmienił się status całej cywilizacji ludzkiej. Po raz pierwszy w historii ludzkość była w stanie dokonać aktu samozagłady i aby przetrwać, musiała powściągnąć wrodzoną skłonność do przemocy. Na poziomie emocjonalnym świadomość tych faktów była trudna do przyjęcia, a ludzie zgromadzeni w Los Alamos wiosną 1945 roku stali się pierwszymi w historii obserwatorami działania tej nowej techniki[15]. Ci z nich, którzy pojechali oglądać próbną eksplozję, pozostawili jej barwne opisy w wywiadach i książkach. Wydaje się, że wspólnym mianownikiem tych przekazów jest dojmujące poczucie nowości, oglądania czegoś, czego nikt nigdy nie widział. Obserwatorzy podkreślają, że nie są w stanie nazwać i wyrazić swoich uczuć, gdyż wcześniej nie spotkali się z niczym porównywalnym: "Większość doświadczeń życiowych można zrozumieć dzięki poprzednim doświadczeniom, ale bomba atomowa nie pasowała do żadnych pojęć, jakie ktokolwiek znał" (Rhodes, 611), wspominał po latach jeden z obserwatorów[16] wybuchu Trinity. W rezultacie sprawozdania z Los Alamos są pełne przybliżeń i porównań, a ich autorzy szukają odpowiednich metafor w poezji metafizycznej, dramatach Szekspira, mitach greckich i eposach sprzed tysięcy lat. W literaturze poświęconej Los Alamos fizyka i tradycja humanistyczna idą ręka w rękę - nie tylko dorobek kulturowy naszej cywilizacji służy do wyrażenia skomplikowanych emocji wywołanych wybuchem, ale i odwrotnie: historia Los Alamos staje się tematem licznych książek, od powieści historycznych po thrillery, kryminały i komiksy. Bomba ma w nich często znaczenia symboliczne, oznacza śmiercionośną siłę zniszczenia albo utopijną nadzieję zakończenia nie tylko II wojny światowej, ale i wszystkich przyszłych wojen. Projekt Manhattan jest zatem ważnym, być może najważniejszym, punktem na dwudziestowiecznej mapie spotkań humanistyki i nauk ścisłych.

Kwestie związane z militarnymi zastosowaniami nowych odkryć nie wyczerpują tematu obecności fizyków i fizyki w kulturze współczesnej, zarówno w rozważaniach cywilizacyjnych, powieści postmodernistycznej, jak i w rozrywce. Od połowy ubiegłego wieku przybywa bardzo popularnych tekstów i filmów poświęconych życiu naukowców geniuszy, które pośrednio kształtują powszechne pojęcie o historii nauki. Kreskówki dla dzieci takie jak Byli sobie wynalazcy (mianem wynalazcy są w nim określani między innymi Albert Einstein i Maria Skłodowska-Curie), a także horrory i thrillery, których bohaterami są fizycy, to stały element pejzażu medialnego. Warto więc zadać pytanie, jak legendarni fizycy przedstawiani są we współczesnej kulturze popularnej. Najlepszym przykładem postaci niegdyś idealizowanej i ukazywanej w samych superlatywach, a w ostatnich latach odbrązowionej, jest Isaac Newton, który staje się tematem nie tylko często sensacyjnych biografii, ale także kryminałów i książek fantastycznych[17]. Jeszcze sto lat temu Newton stereotypowo postrzegany był jako ikona oświecenia i uosobienie czystego rozumu; przez wieki zajmował pozycję największego geniusza w historii Wielkiej Brytanii. Zwyczajowo prezentowano go jako niedosiężnego, samotnego i perfekcyjnego. Dopiero w latach 30. XX wieku pojawiły się pierwsze publikacje podważające taki wizerunek. Upowszechniono wtedy dawno zapomniane listy i dokumenty pokazujące, że Newton przez całe życie był aktywnym alchemikiem. W kolejnych dekadach publikowano biografie sugerujące, że miał on poważne kłopoty psychoseksualne, a być może był nawet szaleńcem[18]. W rezultacie takich rewelacji pod koniec ubiegłego wieku sposób przedstawienia Newtona w tekstach kultury masowej zmienił się dość diametralnie. Jest on ukazywany nie jako geniusz, lecz mag w stylu New Age, którego nadludzkie umiejętności pozwalają mu zajrzeć głębiej, niż ludzie zaglądać powinni. Podobnie, choć mniej ekstremalnie, kultura popularna ostatnich lat przepisuje na nowo życie innych wielkich fizyków, takich jak Einstein czy Nikola Tesla.

Wszystkie zadane powyżej pytania są zbudowane na podobnej zasadzie, mianowicie kontrastują dwa sposoby postrzegania rzeczywistości - właściwą naukom ścisłym koncentrację na faktach i osobach oraz humanistyczny dyskurs, którego istotą jest interpretowanie, postrzeganie i przedstawianie faktów. Próby odpowiedzi na nie prowadzą ku nieuchronnej konstatacji, że sam proces komunikacji między naukami ścisłymi a humanistyką stał się przedmiotem zainteresowania pisarzy, którzy rekrutują się zarówno spośród fizyków, jak i literaturoznawców. Tytułowe "stany splątane" odnoszą się więc do dyskusji nad nauką i humanistyką we współczesnym świecie i we współczesnej Akademii, a finalne pytanie zadawane w tej książce powinno brzmieć: w jaki sposób podział kultury współczesnej na dwa światy, humanistyczny i nauk ścisłych, pokazany jest w literaturze. Klasyczna idea, że sztuki piękne to najwyższa forma ludzkiej działalności, jest już odrobinę staroświecka, ale w dużej mierze dzięki dziedzictwu romantyzmu wciąż pozostaje ważnym elementem kultury[19]. Jednakże czasy, gdy jedynie młodzi ludzie nie dość wrażliwi i intelektualnie rozbudzeni, by studiować przedmioty humanistyczne, wybierali szkoły techniczne i zostawali nudnymi inżynierami, dawno już odeszły w niepamięć. Przeciwnie, wyłonił się nowy stereotyp, zgodnie z którym studenci decydujący się dziś specjalizować w filologii klasycznej, literaturoznawstwie czy historii to ci, którzy mieli za małe zdolności w kierunku informatyki lub fizyki. Obie te grupy czują się jednocześnie i lepsze, i gorsze, a w rezultacie wzajemna niechęć pozostaje. Pomimo apelu Edwarda O. Wilsona o "konsiliencję", czyli zintegrowanie wszystkich akademickich dyscyplin, pochodzącego ze słynnej książki manifestu Konsiliencja. Jedność wiedzy, konflikt między światem humanistyki a domeną nauk ścisłych bynajmniej nie wygasł. Łatwo to zauważyć, czytając bardzo różne teksty - od internetowych blogów po literaturę kampusową i trudne w odbiorze powieści tzw. quantum fiction[20], skoncentrowane na paradoksach świata kwantowego. Wszędzie pokutują podobne stereotypy, choć oczywiście w popularnych bestsellerach, których bohaterowie są profesorami, uproszczenia pozostają najbardziej karykaturalne. Jednak również w ambitnych intelektualnie powieściach i filmach dziejących się w świecie naukowców sporo miejsca poświęca się brakowi porozumienia między akademickimi dyscyplinami, a czasem także tragicznym skutkom, do jakich taki rozdźwięk może doprowadzić w przyszłości. Myślę, że owe stereotypy są istotne w kontekście splątania literatury i fizyki.

Odpowiadając na każde z tych "splątanych" pytań, nie sposób z samej definicji uniknąć nawiązywania do wszystkich pozostałych. Chcąc więc nadać moim analizom pewien porządek, zdecydowałam się podzielić wywód na trzy podstawowe części. Rozdział I pt. "Fizycy w kulturze współczesnej" poświęcony jest kulturowej recepcji prawdziwych i fikcyjnych uczonych z różnych epok, w tekstach napisanych od końca XIX wieku po dziś dzień. Rozdział II pt. "Fizyka i literatura. Strach przed zagładą" mówi o zagrożeniach, jakich upatrywano w tym samym okresie w rozwoju fizyki, zarówno w tekstach popularnonaukowych, jak i fikcyjnych, realistycznych i futurologicznych, science fiction i quantum fiction. Rozdział III pt. "Cywilizacja przepołowiona. Fizycy i humaniści" to próba podsumowania półwiecznej dyskusji na temat wzajemnej relacji dyscyplin akademickich i skutków zaburzenia tej relacji dla współczesnego świata. Części te podzieliłam na obszerne podrozdziały, naświetlające rozmaite aspekty każdego z omawianych zjawisk; aby je zilustrować przykładami, starałam się ograniczyć do analizy jednego lub najwyżej dwóch dzieł literackich. Celowo nie mnożę przykładów, wychodząc z założenia, że dokładna analiza pojedynczego utworu jest znacznie bardziej przydatna niż długie wyliczenia, gdzie jeszcze występuje podobna tematyka. Tak zaplanowana książka pomoże, mam nadzieję, zrozumieć polskim naukowcom, na przykład doktorantom pracującym nad tezami poświęconymi powieści postmodernistycznej czy kulturze wieku XX, jak przebiega ważna w całym naszym kręgu kulturowym debata o zależnościach humanistyki i nauk ścisłych.

Według mojej wiedzy podobne studium poświęcone współzależności fizyki i literatury współczesnej nie jest dostępne w języku polskim, chociaż istnieją książki zarówno popularnonaukowe, jak i akademickie poruszające niektóre aspekty tego szerokiego zjawiska. W ostatnich latach ukazały się pozycje, dzięki którym polscy czytelnicy zainteresowani fizyką czysto hobbystycznie mogą odnaleźć dokładne wyjaśnienia aluzji do teorii fizycznych w konkretnych znanych filmach czy bestsellerach. Publikacje te są wydawane w odpowiedzi na sukces kasowy konkretnego inspirowanego fizyką filmu lub rekordową sprzedaż konkretnej powieści, a ich autorzy to często znani specjaliści. Same w sobie nie są jednak książkami naukowymi, raczej wyjaśniają, jak nauka posłużyła do stworzenia fikcyjnych fabuł. Jako przykłady z ostatnich lat należałoby wymienić takie książki jak: Interstellar i nauka Kipa Thorne'a, Nauka i fikcja w "Autostopem przez Galaktykę" Michaela Hanlona, Nauka Świata Dysku Iana Stewarta i Jacka Cohena czy Fizyka podróży międzygwiezdnych: wędrówka po świecie Star Trek Lawrence'a M. Kraussa.

W kontekście rozważań nad obrazem nauk ścisłych w humanistyce trzeba też koniecznie wspomnieć teksty - odczyty, wykłady, książki popularyzatorskie - grupy myślicieli zajmujących się filozofią nauki, relacjami fizyki i filozofii, a także kosmologii i teologii. W Sensie życia i sensie Wszechświata Michał Heller definiuje nierozerwalną więź łączącą refleksję nad sensem Kosmosu, który opisuje nauka, i sensem życia ludzkiego, który jest przedmiotem badań humanistyki, w taki oto sposób:

Zagadnienia sensu życia nie da się oddzielić od zagadnienia sensu Wszechświata. Człowiek jest produktem kosmicznej ewolucji i jego sensowność nierozdzielnie splata się z sensownością Kosmosu. Z teologicznego punktu widzenia problem sensu stanowi pewien aspekt zagadnienia stworzenia (Heller, Sens..., 153).

Rozpatrując naukę tak, jak ją opisuje kosmologia, studiujemy po kolei cały ciąg zdarzeń: Wielki Wybuch, syntezę pierwiastków chemicznych, powstawanie i rozwój struktur kosmicznych - galaktyk, gwiazd, planet. Kolejne ogniwo tego łańcucha to narodziny życia na planetach i wyewoluowanie inteligentnych istot, a następnie stworzenie przez nie kultury. Nie ma tu nieciągłości, właściwa kulturze autorefleksja jest częścią refleksji nad porządkiem stworzenia[21]. Kosmolog nawiązuje też do myśli Kartezjusza, Newtona i Leibniza, pisząc, że "byli oni zarówno twórcami nowej nauki, jak i myślicielami głęboko zaangażowanymi w dyskusje teologiczne" (Heller, Sens..., 22). Pokazuje, że rozgraniczenia, która gałąź nauki "może" zajmować się którą sferą zjawisk, są późnym wymysłem naszej cywilizacji[22].

Podobne rozważania Michał Heller podejmuje w Przestrzeniach Wszechświata. Od geometrii do kosmologii, a także w Podglądaniu Wszechświata i w Filozofii kosmologii, gdzie opisuje granice nauki empirycznej i filozofii[23] na przykładzie historii rozważań o Kosmosie[24]. Jak kilkakrotnie podkreśla, pewne aspekty kosmologii, która dziś posługuje się metodą matematyczno-empiryczną, wciąż pozostają przedmiotem zainteresowania filozofii i teologii[25]. W końcowej części swego wywodu definiuje podstawowy problem kosmologii - wszystkie badania Wszechświata odbywają się tylko w obrębie Wszechświata, nie można w żaden sposób wyjaśnić go "z zewnątrz"[26]. Jest to problem bliski naukom humanistycznym, od kilku wieków spierającym się o miejsce człowieka obserwatora w naturze. Czy jesteśmy centralni, czy przypadkowi? W środku Kosmosu i w środku każdego aktu obserwacji czy może na galaktycznych peryferiach? Konkludując, Heller stwierdza, że dyskusje filozoficzne na temat problemów kosmologicznych są nieuniknione i pożyteczne zarówno dla przedstawicieli nauk ścisłych, jak i dla humanistów. By w nich uczestniczyć, należy jednak mieć głęboką wiedzę z obu dziedzin i dyscyplinę metodologiczną, a tych bardzo często brakuje.

Nie tylko Michał Heller[27] przybliża podobne zagadnienia niespecjalistom - na polskim rynku wydawniczym można znaleźć książki poświęcone pograniczu filozofii i teologii oraz nauk ścisłych pisane z różnych punktów widzenia: od Boga i nowej fizyki Paula Daviesa i Czy nauka pogrzebała Boga Johna C. Lennoxa po Ewolucję Boga Roberta Wrighta.

Ponadto polscy czytelnicy mają dostęp do licznych książek popularnonaukowych, które w przystępny sposób wyjaśniają sprzeczne z intuicją paradoksy nowej fizyki. Te często głośnie na całym świecie pozycje przybliżają w obrazowy sposób implikacje owych teorii, a zazwyczaj są to książki tłumaczone z języka angielskiego, jak na przykład: Jak zbudować wehikuł czasu Briana Clegga, 101 kwantowych pytań Kennetha W. Forda, Skąd wziął się kot Schrödingera Johna Gribbina, Teoria względności dla dociekliwych Daniela Steyra czy Dlaczego E = mc2? Briana Coxa i Jeffa Forshawa.

Na polskim rynku wydawniczym obecne są także słynne pozycje literatury faktu, tłumaczenia autobiografii i biografii wybitnych fizyków oraz reportaży poświęconych najistotniejszym wydarzeniom z historii dwudziestowiecznej fizyki i ich uczestnikom. Do najważniejszych z tej bardzo bogatej literatury faktu należą: Kubity i kot Schrödingera Johna Gribbina, "Pan raczy żartować, panie Feynman!". Przygody ciekawego człowieka Richarda Feynmana, Zapiski autobiograficzne Alberta Einsteina, Krótka historia Stephena Hawkinga Kitty Ferguson, Prywatne życie Alberta Einsteina Rogera Highfielda i Paula Cartera, Dramat Alberta Einsteina Antoniny Vallentin, Życie Marii Curie Susan Quinn, Stalin i bomba Davida Hollowaya, Plutopia Kate Brown, Portret Izaaka Newtona Franka E. Manuela, Tu żył Albert Einstein Abrahama Paisa, Fizyka, kobiety i skrzypce. Einstein prywatnie Petera Bucky'ego i Allena Weaklanda czy Czas Nielsa Bohra Abrahama Paisa.

Kolejna grupa utworów, najważniejsza moim zdaniem w kontekście rozważań o splątaniu dyskursu fizyki i literatury, to książki napisane przez słynnych fizyków i popularyzatorów fizyki, które stawiają sobie za zadanie pokazać ludziom pozbawionym specjalistycznego wykształcenia najistotniejsze aspekty dwudziestowiecznych odkryć. Są to często światowe bestsellery tłumaczone na wiele języków, w tym polski: Krótka historia czasu Stephena Hawkinga, Istota teorii względności Alberta Einsteina, Struktura rzeczywistości Davida Deutscha, Teoria kwantowa Jima Baggotta, Cząstki elementarne. W poszukiwaniu fundamentalnej natury rzeczywistości Gavina Hesketha, Kłopoty z fizyką Lee Smolina czy Palec Galileusza Petera Atkinsa.

Książki ze wszystkich wyodrębnionych powyżej grup mogą pomóc polskim czytelnikom, którzy nie mają za sobą studiów na wydziałach fizyki, poznać rozwój tej dyscypliny w ostatnim stuleciu, najnowsze teorie i dyskusje na ich temat. Z publikacji tych można się też często dowiedzieć, jak odkrycia z zakresu fizyki wpływają na życie codzienne ludzi w XX i XXI wieku, a także na ekologię, ekonomię, technologię używaną na co dzień, sposób prowadzenia wojen itp. Moim zamiarem nie jest rekapitulacja zwartych w nich tez, streszczanie historii odkryć ani biografii uczonych. Nie zamierzam również opisywać, czym jest nowa fizyka, ani przystępnie wyjaśniać humanistom, na czym polegają jej założenia; z przytoczonych powyżej tytułów widać wyraźnie, że zadanie to zostało już wykonane i polscy czytelnicy mają dostęp do tych publikacji. Przedmiotem zainteresowania Stanów splątanych jest coś innego - postrzeganie fizyki we współczesnej humanistyce[28] i wzajemny wpływ literatury na fizykę i fizyki na literaturę.

Usystematyzowanie tych zagadnień jest niewątpliwie potrzebne. Powodzenie książek popularnonaukowych pokazuje, iż zainteresowanie fizyką i poczucie, że to ona kształtuje obraz współczesnej cywilizacji, jest powszechne także wśród niespecjalistów. Trend ten jest charakterystyczny dla całej dzisiejszej kultury Zachodu. Powieści o fizykach, fizyka jako metafora, pisanie powieści w sposób naśladujący paradoksy nowej fizyki - to częste motywy w najnowszych utworach tworzonych w całym zachodnim świecie. Przeważająca część z nich pisana jest po angielsku lub na angielski tłumaczona, a dopiero później - za pośrednictwem języka angielskiego - przekładana na inne języki narodowe. Dlatego analizowane przeze mnie teksty pochodzą z kręgu kultury nie tyleż angielskiej czy amerykańskiej, co światowej - tworzonej po angielsku. Ponieważ starałam się wybierać pozycje najgłośniejsze i najważniejsze, w większości funkcjonują one również w polskich tłumaczeniach[29]. Dzięki takiemu podejściu i doborowi materiału mam nadzieję pokazać polskiemu czytelnikowi procesy ważne w całej współczesnej kulturze zachodniej. W założeniu można je zauważyć, czytając jedynie teksty dostępne na polskim rynku wydawniczym, na którym do tej pory brakowało jednak wielowymiarowego studium wzajemnego wpływu literatury i fizyki w XX i XXI wieku.

Zapraszamy do zakupu pełnej wersji książki