Uwertura. O docenianiu dziwacznego świata
Nie widzimy, póki nie znajdziemy odpowiedniej metafory, aby zacząć.
- Thomas Kuhn
W poszukiwaniu kilku uniwersalnych zasad
Laureat wielu nagród, biolog i pisarz Edward O. Wilson definiuje naukę jako "zbiór zorganizowanych i systematycznych przedsięwzięć służących do pozyskiwania wiedzy o świecie i kondensowania jej do postaci możliwych do testowania praw i zasad".
Nauka przedstawia szereg uniwersalnych wzorców dotyczących tego, jak naprawdę działają określone obiekty, oraz zasad i relacji prowadzących do przełomowych wniosków nie tylko w ramach określonych dyscyplin naukowych, ale także poza nimi - w sferze biznesowej i tak zwanym codziennym życiu. Liczba takich prostych, powtarzalnych wyjaśnień odnoszących się do skomplikowanych i pozornie niepowiązanych ze sobą zjawisk jest zaskakująco niewielka. "Natura", jak trafnie to ujęto, "jest rozrzutna, gdy chodzi o szczegóły, ale oszczędna w opisywaniu zasad". Najistotniejsze wzorce, reguły i relacje, na których zidentyfikowaniu mi zależało, nazwałem "wszechmocnymi prawami". Chodzi mi przy tym o potoczne znaczenie tego terminu, a nie techniczno-matematyczne, odnoszące się do relacji ilościowych wyrażanych za pomocą równań.
Założyłem, że każde z "moich" wszechmocnych praw powinno spełniać trzy kryteria:
Wszechmocne prawo musi być spójną i powszechnie akceptowaną przez naukowców teorią tego, jak działają określone obiekty. Wszechmocne prawo musi wykraczać poza dyscyplinę, w ramach której powstało, czyli mieć zastosowanie w więcej niż jednej dziedzinie. Wszechmocne prawo musi być możliwe do stosowania w biznesie.
Zakres moich poszukiwań dotyczących użytecznych wszechmocnych praw był naprawdę szeroki. W części pierwszej zajmiemy się nie tylko teorią Darwina, współczesną genetyką i teoriami neodarwinistycznymi, ale także wszechmocnymi prawami z zakresu psychologii ewolucyjnej i konwencjonalnej, archeologii, paleontologii, antropologii, ekologii, neuronauki i teorii gier. W części drugiej - fizyką w ujęciu newtonowskim i mechanistyczną metodologią naukową, teoriami względności Einsteina, mechaniką kwantową oraz matematyką, logiką i filozofią. W części trzeciej przeanalizujemy teorie systemów, chaosu, złożoności i ekonomii, zapoznając się po drodze z szeregiem koncepcji z zakresu cybernetyki, teorii prawdopodobieństwa, geologii, socjologii, epidemiologii, historii i innych dyscyplin omawianych wcześniej (zwłaszcza matematyki). Nie zamierzałem naturalnie ignorować nauk humanistycznych, ale faktem jest, że skoncentrowałem się przede wszystkim na przyrodniczych.
Starałem się unikać szczegółowo zbadanych obszarów, takich jak funkcjonująca w ramach psychologii pracy sfera zarządzania personelem. Zamiast tego szukałem nietypowych punktów widzenia, nieobecnych we współczesnej literaturze tematu. Z zasady nie brałem pod uwagę typowych dla tej sfery koncepcji uznawanych (zwykle fałszywie) za naukowo uzasadnione. Próbowałem także - choć jestem pewien, że nie do końca skutecznie - unikać płytkich porównań. Nie ma nic gorszego niż wyciąganie pochopnych wniosków w kwestiach biznesowych na podstawie koncepcji naukowych, których się w zasadzie nie rozumie.
Jednym z przykładów tego rodzaju działań jest to, że niektórzy autorzy książek o zarządzaniu popełniają poważne nadużycie: odnoszą się do zagadnień mechaniki kwantowej - XX-wiecznej rewolucji w dziedzinie fizyki, będącej prawdopodobnie największym triumfem nauki w tym stuleciu - traktując je tak, jakby zachowania submikroskopowych nieożywionych cząstek mogły być podstawą różnych teorii dotyczących tego, jak powinny działać organizacje biznesowe i społeczeństwo jako całość, co w wielu przypadkach nie ma naturalnie absolutnie żadnego uzasadnienia. Niektóre z tych teorii są dość sensowne, inne zupełnie dziwaczne, ale ich związek z nauką bywa zwykle w najlepszym razie dosyć luźny (zob. rozdział 8.).
Innym przykładem myślenia na skróty jest powszechnie stosowana paralela między ewolucją w drodze doboru naturalnego a charakterem konkurencji między korporacjami biznesowymi. Jest ona po prostu błędna i zdradza absolutny brak zrozumienia zarówno tego, o czym mówił Darwin, jak i zasad funkcjonowania współczesnej konkurencji. A jednak, czytając działa Darwina uważnie i z przychylnością, można znaleźć w nich szereg wspaniałych świeżych spostrzeżeń na temat tego, jak działa biznes (zob. rozdziały 1., 2. i zakończenie).
Przyjrzeliśmy się wraz z moim asystentem naukowym Andrejem Machackiem ponad tysiącowi teorii naukowych i zasad, które na pierwszy rzut oka wydawały nam się potencjalnie istotne, a potem skróciliśmy listę, pozostawiając na niej 93 prawa. Są wśród nich nie tylko teorie jednoznacznie poparte danymi, ale także empirycznie obserwowalne fakty i kilka nieweryfikowalnych, ale obiecujących koncepcji. Uwzględniliśmy też szereg reguł, takich jak prawa Murphy'ego czy Parkinsona, które są według nas istotne, choć nie mają wartości naukowej. Zdecydowana większość wszechmocnych praw ma jednak poparcie w nauce, a gdy z którymś wiążą się kontrowersje, zwracamy na to uwagę.
Zdobycze nauki a sukcesy w biznesie
Nauka to próby wyjaśniania otaczającego nas świata. Biznes jest częścią tego świata. Fizycy uważają, że wszechświat jest jednolity: te same prawa obowiązują wszędzie i zawsze. Naukowcom z wielu dziedzin pomagają teorie tworzone w innych. Coś, co sprawdza się w obszarze biologii, działa także w sferze ekonomii, fizyki, psychologii i tak dalej. Nauki interdyscyplinarne - na przykład badania nad chaosem i złożonością - odnotowują istnienie zjawisk i wzorców, które po pierwsze, są równie istotne dla meteorologii, rynków finansowych, geologii, fizyki czy chemii, a po drugie, we wszystkich tych obszarach można je w podobny sposób opisywać matematycznie.
Powodem, dla którego odkrycia i teorie z danej dyscypliny naukowej sprawdzają się w innych, jest to, że wszechświat to coś zdecydowanie bardziej fundamentalnego niż nasza naukowa taksonomia. Próbując coś zrozumieć i zbadać, rozkładamy to na czynniki pierwsze, ale tak naprawdę jedynym, co robimy, jest przyglądanie się z różnych perspektyw tym samym uniwersalnym zasadom. Moim celem było wyodrębnienie wszechmocnych praw, które przekraczają granice "nauki" i ignorują sztuczne bariery stawiane między nią a "biznesem".
Tak więc, próbując wspomagać się nauką, najpierw dążyłem do tego, aby zrozumieć ją w jej własnych kategoriach, a dopiero potem odnosiłem to do biznesu. Moje postępowanie przypominało zatem na przykład działania chemika, który stara się zrozumieć i zastosować "u siebie" jakąś koncepcję z dziedziny fizyki.
Postęp od uporządkowania w kierunku chaosu
Dziewiętnastowieczna nauka była solidna i niezawodna. Nauka XX wieku była surrealistyczna, często niezrozumiała i miejscami niesamowita. Na początku XXI wieku większości z nas odpowiada światopogląd naukowy z końca wieku XIX, więc żyjemy zgodnie z jego zasadami. Dziewiętnastowieczny pogląd na naukę był kulminacją trzech stuleci stopniowo rosnącej pewności: wykształceni ludzie uważali, że rozumieją, jak działa świat, i że wkrótce rodzaj ludzki będzie panować nad naturą bez niemal żadnych ograniczeń. Wszystko wskazywało na to, że wykluwa się zupełnie nowa, naukowa cywilizacja.
A XX wiek poszedł pod prąd. W miarę jak naukowcy odkrywali coraz więcej, wszechświat stawał się coraz mniej przewidywalny i uporządkowany. Przeciwnie, był coraz bardziej tajemniczy i przerażający, więc uruchomiły się mechanizmy obronne. Genialni naukowcy, tacy jak Albert Einstein, wpadli w popłoch, bo wszechświat po prostu nie mógł być aż tak przypadkowy, tak bezcelowy i tak niezgodny z rozsądkiem. Zaczął się czas intelektualnych reakcji, który trwa do tej pory. Większość naszych modeli myślowych ma nadal XIX-wieczne korzenie, bo z jednej strony tak jest po prostu wygodniej, a z drugiej dzięki nim jesteśmy zapewne bardziej produktywni.
Przyjrzyjmy się historii świata, który od XVI do XIX wieku stał się coraz łatwiejszy do zrozumienia, a potem wszystko się zmieniło.
Ku chwale "niezrównanego pana Newtona"
Być może najważniejsza książka naukowa w historii - Principia Mathematica sir Izaaka Newtona - została wydana w 1687 roku. Newton zebrał w niej wiedzę, która rozwijała się przez stulecia - od czasów starożytnych Greków, przez dokonania Rogera Bacona (nieżyjącego już wtedy od dawna XIII-wiecznego uczonego z Oksfordu), Leonarda da Vinci, Galileusza, Keplera, Kartezjusza i wielu innych - aż osiągnęła punkt wrzenia. Newton był zarówno ojcem nowoczesnego empiryzmu, jak i kodyfikatorem najefektywniejszego systemu intelektualnego, jaki kiedykolwiek widział świat - koncepcji wielkiego zegara wszechświata.
Świat Newtona był prosty i łatwy do zrozumienia. Wszystko mogło się wiązać ze wszystkim innym - na ziemi i w niebiosach. Rzeczywistość składała się z określonych obiektów i ich części, które działały zgodnie z kilkoma podstawowymi, uniwersalnymi i niezawodnymi prawami. Nauka jako całościowy system miała sens, a Bóg został zdegradowany do roli mądrego zegarmistrza, który nakręcił zegar - czyli wszechświat - a potem zostawił go samemu sobie, aby działał zgodnie z pewnymi standardowymi procedurami operacyjnymi.
Wielki zegar wszechświata pojawia się w pracach Adama Smitha i wszystkich innych klasycznych ekonomistów; w przemyśleniach Thomasa Roberta Malthusa na temat populacji i zrównoważonego rozwoju; w ideach francuskiego oświecenia na temat "doskonałości człowieka", w koncepcji brytyjskiego historyka Edwarda Gibbona, który w 1776 roku napisał, że "nie możemy być pewni, jakie wyżyny jest w stanie osiągnąć rodzaj ludzki"; w teorii ewolucji Karola Darwina; w mechanicznym modelu umysłu i świadomości Zygmunta Freuda; a także w dziełach wszystkich badaczy zajmujących się kwestiami politycznymi i społecznymi, od Thomasa Hobbesa, przez Karola Marksa, Johna Stuarta Milla, Auguste'a Comte'a, Vilfreda Pareta, aż do Maxa Webera. Wielu z tych myślicieli dodawało wprawdzie do koncepcji statycznego, "zegarowego" świata sprzeczne z nią elementy teleologiczne czy dialektyczne, ale poglądy ich wszystkich mają mechanistyczny i racjonalny charakter. Wszechświat to maszyna, więc wszystko podlega prostym prawom, wszystko do siebie pasuje, wszystko można zrozumieć, przeanalizować i zredukować do prostych elementów składowych. Wszystko jakoś działa i ma cel. Wszystko jest mechaniczne, więc ludzie mogą aspirować do przejmowania kontroli nad światem, społeczeństwami i własną naturą, bo jako istoty inteligentne są w stanie podporządkowywać sobie obiekty nieożywione.
Ideologia Newtona upewniła ludzi, że mogą zrozumieć i kontrolować świat, więc się za to zabrali. W ciągu kolejnych 300 lat skala dynamicznego rozwoju nauki, przemysłu i technologii znacznie przekroczyła wszelkie historyczne precedensy i doprowadziła nas na skraj materialnej utopii. Gdybyśmy nie wierzyli w wielki zegar wszechświata, byłoby to niemożliwe.
Trudno zatem przecenić wpływ Newtona na domenę biznesu. Jedną z jego stref jest z pewnością inżynieria bezpośrednia i maszyny oraz rewolucja w sferze produktywności z lat 1750 - 2000. Drugą - oddziaływanie modeli mechanicznych na sferę ekonomii i sposób, w jaki budowane są "organizacje" (to nowoczesny wyraz, ale koncepcja jest czysto newtonowska). I jest jeszcze trzecia - to siła analizy, czyli bazujący bez wyjątku na metodach Newtona sposób działania systemów księgowych, kalkulatorów czy komputerów.
Niemal wszyscy menedżerowie i autorzy książek z dziedziny zarządzania żyją w świecie Newtona. Jest tak nie bez powodu, ale w międzyczasie nauka nie przestała się rozwijać.
Dziwna i wspaniała nauka XX wieku
Duński fizyk Niels Bohr (1885 - 1962) był jednym z największych umysłów XX wieku i najbardziej ortodoksyjnym orędownikiem fizyki kwantowej, którą należy z pewnością uznać za zbiór najbardziej wysublimowanych i sprzecznych z intuicją teorii naukowych wszech czasów. Bohr lubił opowiadać zainteresowanym historię o studencie teologii, który uczestniczył w trzech wykładach słynnego rabina. Pierwszy wykład był wspaniały i student wszystko zrozumiał. Drugi był jeszcze lepszy; rabin rozumiał każde słowo, ale jego wywody były tak subtelne i głębokie, że student nie był w stanie nadążyć. Trzeci wykład okazał się ukoronowaniem wszystkiego; był tak genialny, że nie zrozumiał go nawet rabin. Bohr uważał, że teoria kwantowa jest "dziwna", bo zgłębiając ją przez cały czas, czuje się jak rabin w trakcie trzeciego wykładu.
Teoria kwantowa jest tak wywrotowa, że starał się ją obalić nawet Albert Einstein. W rozdziale 8. przekonamy się, że mikroświat atomów "wybiera" stan, w którym ma się znaleźć, w wyłącznie losowy sposób, że nie da się określić dokładnych pozycji elektronów ani zmierzyć ich prędkości i że światło jest zarówno falami, jak i cząsteczkami - nic nie jest prawdą, nic nie jest pewne, niczego nie można przewidzieć i wszystko jest w tajemniczy sposób powiązane ze wszystkim innym.
Pierwsze dwie dekady XX wieku stały także pod znakiem teorii względności Einsteina. Je także bardzo trudno zrozumieć - Einstein twierdził, że ogólną teorię pojmuje zaledwie 12 osób na świecie. Dzięki teorii względności wiemy jednak, że masa fizyczna zakrzywia przestrzeń i czas za sprawą grawitacji i że wspomniana przestrzeń i czas nie są dwoma wymiarami, tylko jednym powiązanym układem odniesienia: czas to element fizycznego wszechświata.
Teza, że nie ma obiektywnej rzeczywistości, została dodatkowo zaakcentowana w 1931 roku przez genialnego i ekscentrycznego do szaleństwa austriackiego naukowca Kurta Gödla. Jego twierdzenie o niezupełności udowodniło ponad wszelką wątpliwość, że nawet w ramach tak prostego, formalnego systemu jak matematyka da się formułować stwierdzenia, których nigdy nie będzie można ani udowodnić, ani obalić. Rzeczywistość to nie coś oczywistego, tylko wymysł, więc żegnaj, prawdo absolutna!
Myślenie systemowe i nowe osiągnięcia w ramach badań nad chaosem i złożonością doprowadziły do tego, że w ostatnim trzydziestoleciu XX wieku jeszcze bardziej znaleźliśmy się jeszcze dalej w przyszłości. Okazuje się, że większość tego, co istnieje na świecie, a z pewnością niektóre z jego najważniejszych elementów - pogoda, umysł, miasta, gospodarki, historia i ludzie - są "systemami nieliniowymi", co oznacza, że nie zachowują się zgodnie z założeniami wszystkich naukowców, poczynając od Izaaka Newtona, a kończąc na najwybitniejszych myślicielach XIX wieku.
W ramach systemów nieliniowych nie działają proste przyczyny i skutki; nie zachowują się one jak obiekty mechaniczne; wszystko jest ze sobą powiązane; równowaga jest nieuchwytna i ulotna; drobne, pozornie nieistotne zdarzenia mogą prowadzić do wyjątkowo doniosłych skutków; kontrola jest niemożliwa; przewidywanie czegokolwiek jest niebezpieczne; proste systemy mogą się zachowywać w niezwykle złożony sposób, a złożone w bardzo prosty. Na naszym dziwnym, nieintuicyjnym świecie inteligencja, zdrowy rozsądek i dobre intencje nie tylko nie są gwarancją pożądanych efektów, ale zwykle niezawodnie prowadzą do niepożądanych i niezamierzonych.
To świat bez ładu i składu, w którym klasyczna, "newtonowska" logika przyczynowo-skutkowa może prowadzić do licznych problemów. Naukowcy odkryli jednak niezwykle spójne prawa i wzorce, które mogą opisywać jego "chaotyczne" zachowania. Wymaga to wprawdzie pewnego wysiłku, ale piękno, metodę i porządek można zaobserwować także w pozornym szaleństwie i bałaganie.
Nowy gestalt biznesu?
Nie lękajmy się jednak - pomoc jest w zasięgu ręki. Jeśli zrozumiemy świat opisywany przez współczesną naukę, będziemy mogli wyzwolić się spod wpływu poglądów nieżyjących już fizyków, filozofów i ekonomistów oraz dysfunkcyjnych genów.
Zrozumiemy na przykład, dlaczego istoty ludzkie są niewłaściwie zaprogramowane do efektywnej pracy w wielkich organizacjach i dlaczego - niezależnie od tego, czy to dobrze, czy źle - organizacje dysponują własną wolą.
Wystarczy niewielka (choć z drugiej strony kluczowa) zmiana perspektywy, aby pojąć, że po pierwsze, podstawową jednostką wartości w biznesie jest informacja ekonomiczna; po drugie, że rynek jest w jej zakresie wysoce niedoskonały, co pozwala nam osiągać znaczącą wartość dodaną; po trzecie, że technologia napędza rozwój; i po czwarte, że technologię napędzają z kolei przede wszystkim przedsiębiorcy, a nie naukowcy.
Przekonamy się, że sednem biznesu jest walka o byt, ale toczą ją przede wszystkim idee, a nie korporacje; że konkurencja ma marginalne znaczenie dla gospodarek i nie wpływa w znaczący sposób na sukcesy odnoszone przez konkretne jednostki; a także że działalność biznesowa wcale nie przypomina wojny.
Zgodnie z treścią wszechmocnych praw 1) innowacyjność jest niezbędna, ale także przewidywalna, bo to płynny proces wprowadzania kolejnych wariantów, częstych niepowodzeń, rzadkich sukcesów i pojawiania się nowych wersji - proces, który bardzo przypomina dobór naturalny, 2) większość eksperymentów musi się kończyć niepowodzeniem, a mimo to przeprowadzanie ich jest niezbędne, 3) sfera biznesu nie jest, ogólnie mówiąc, zorganizowana pod kątem prowadzenia eksperymentów, bo błędnie preferuje architekturę katedr, zamiast tworzyć bazary.
W kontekście nowego gestalt wejście na ścieżkę rozwoju nie jest trudne, ale niezwykle trudno rozwijać się w oparciu o jedno medium; że mniej znaczy więcej; że wywieranie wpływu jest zasadniczo lepsze niż sprawowanie kontroli; że stoimy na progu ery, w której zwrot z nakładów na zarządzanie (ROME) stanie się ważniejszy niż zwrot z zaangażowanego kapitału (ROCE), a własność korporacyjna będzie mieć więcej minusów niż plusów.
Nowa nauka stoi na stanowisku, że działalność biznesowa jest, ogólnie rzecz biorąc, nieliniowa i nieprzewidywalna, ale w ramach jej konkretnych gałęzi funkcjonują wyraźne i charakterystyczne wzorce; że zawsze istnieje szereg potężnych sił, które możemy wykorzystywać na własną korzyść lub które utrudniają realizację naszych planów; i że sukces zwykle pojawia się wtedy, gdy patrzymy w drugą stronę, ale jednocześnie nieoczekiwane triumfy, jeśli potrafimy je zauważać, mogą się stawać prawdziwymi żyłami złota.
Przekonamy się, że biznes często uzyskuje malejące zyski z dodatkowych wysiłków i inwestycji, podczas gdy najważniejszym zjawiskiem gospodarczym na początku XXI wieku są rosnące zyski, w których dodatkowe zyski z inwestycji są coraz większe. Dodatkowe inwestycje i kontrola nad własnością intelektualną przynoszą wykładniczo rosnącą gotówkę.
Dowiemy się, że myślenie typu "albo..., albo..." jest pułapką, że kompromisy można omijać, a postawa typu "zarówno..., jak i..." jest służebna wobec kreatywności; że istnieje nieskończona liczba sposobów na porażkę, ale zawsze jest także wiele dróg do sukcesu; i że przeciwieństwem wielkich prawd biznesowych są... inne wielkie prawdy biznesowe.
Wszechmocne prawa dowodzą także, że biznes to nie tylko hazard (w przypadku którego konsekwentnie zwyciężać mogą wyłącznie zręczni gracze), ale także serie transakcji, które łączy współpraca, lojalność, sieci współzależności, wzajemność i dobra reputacja; oraz że aby osiągać możliwie najlepsze efekty i móc zaspokajać własne egoistyczne cele, bezwzględnie powinniśmy rezygnować z krótkoterminowych interesów, aby móc nawiązywać współpracę z najlepszymi. Ziemię odziedziczą nie cisi ani tym bardziej agresywni, tylko skłonni do podejmowania współpracy.
Nie mówimy tu o przypadkowych opiniach, wstępnych interpretacjach czy pozbawionych podstaw ekstrapolacjach. To ugruntowane wnioski wynikające z założeń teorii naukowych oraz obserwacji zagadnień biznesowych w ramach nowej struktury, nadawanej im przez wszechmocne prawa. Struktura ta jest lepsza od wcześniejszych, bo po pierwsze, odpowiada zarówno dominującym obecnie poglądom naukowym, jak i realiom biznesowym, po drugie, zawiera zestaw działań, które są skuteczne i prowadzą do sukcesu, a po trzecie, zawiera także tradycyjne, "mechanistyczne" podejście do nauki i działalności biznesowej, które przecież udowodniło swoją wartość.
Ancien régime jest także niezbędny
Umieśćmy zmiany w nauce XX wieku i odpowiadające im reakcje biznesu w odpowiedniej perspektywie - to bardzo istotne.
Gdybyśmy za sprawą jakiegoś nieprawdopodobnego tricku mieli do dyspozycji wyłącznie odkrycia dokonane w XX wieku, bez dziedzictwa Newtona, wszyscy bylibyśmy nieporównywalnie ubożsi zarówno pod względem intelektualnym, jak i materialnym. Fizyka Newtona okazała się wystarczająca, aby ludzie polecieli na Księżyc i wrócili, więc z punktu widzenia najbardziej praktycznych celów zawarte w niej nieścisłości można bez problemu zignorować. To prawda, że maleńkie, nieożywione cząsteczki w ogóle nie zachowują się "newtonowsko", ale nie powstrzymuje nas to przed budowaniem mostów czy okrętów, jak w czasach przed teorią kwantową. Logika może nam podpowiadać, że prawda jest z zasady nieuchwytna i subiektywna, ale w codziennym życiu nie zachowujemy się tak, jakby nie było różnicy między nią a kłamstwem. Świat, w którym nauka ograniczałaby się do teorii względności, teorii kwantowej, nowoczesnej genetyki, teorii systemów oraz teorii chaosu i złożoności, byłby dziwnym i niegościnnym miejscem. Ziemia przypominałaby wtedy być może opisaną przez Douglasa Adamsa przerażającą planetę, na którą zsyłano wszystkich zarabiających mnóstwo pieniędzy konsultantów ds. zarządzania, spin doktorów czy polityków, którzy tak naprawdę nie potrafili robić nic pożytecznego.
Naukowe "starocie" są nam potrzebne. Potrzebujemy inżynierów, chemików, fizyków i lekarzy. Potrzebujemy mechanistycznego myślenia, umiejętności analitycznych i wiary w rozum.
Potrzebujemy ich także w biznesie. Co zrobilibyśmy bez bilansów i budżetów, staromodnego zarządzania przez cele, planowania i monitorowania oraz wiary - złudnej czy nie - w to, że jesteśmy w stanie kontrolować własny los?
Nowy naukowy punkt widzenia ma istotną zaletę - umożliwia bardziej precyzyjne pojmowanie tego, jak działa wszechświat. Być może na pierwszy rzut oka jest mniej atrakcyjny niż wcześniejszy, ale to nie powód, abyśmy sparaliżowani nową wiedzą chowali głowy w piasek i poddawali się, zamiast działać. Ogromną zaletą nauki Newtona był jej aktywizm i optymizm, umożliwiający ogromnej liczbie zwykłych ludzi osiąganie niezwykłych efektów. Hasłem przewodnim było wtedy to, że wszechświat można zrozumieć i kontrolować.
Obecnie wiemy, że kontrolowanie go nie jest możliwe; wszechświat ma własną jaźń i nie jesteśmy w stanie go uporządkować czy ujarzmić. A jednak warto próbować! Fatalizm czy przesadny leseferyzm nie doprowadzą do tego, czego chcemy. Wyrafinowana filozofia antynewtonowska często okazuje się znacznie mniej użyteczna niż "prymitywna" teoria Newtona.
Zilustrujmy to na przykładzie jednej z koncepcji wyłaniających się z teorii złożoności - chodzi o kwestię samoorganizacji. Teoria ta ujawnia oszałamiającą i niepodważalną tendencję złożonych systemów, takich jak miasta, gospodarki czy ludzkie organizmy, do tworzenia określonych struktur z dostępnych elementów i rozwijania ich w czasie. Funkcjonują tu pewne typowe wzorce, które (z niewielkimi zmianami) pojawiają się w powtarzalny sposób.
Nie da się zaprzeczyć, że podobnymi podmiotami - samoorganizującymi się systemami - są także organizacje biznesowe. Być może powinniśmy zatem posłużyć się uproszczonym, modernistycznym podejściem i pozostawić je samym sobie? Cóż, wiele za tym przemawia. Każdy, kto próbował zorganizować zespół na podstawie z góry ustalonego planu z określonymi zadaniami dla każdego z jego członków, zna ograniczenia tej metody. Znacznie lepiej powiedzieć członkom zespołu, co mają zrobić, umożliwiając im samodzielny wybór zadań i sposobów ich realizacji.
Ekstrapolowanie takiego liberalnego podejścia na całe organizacje - w oparciu o domniemanie, że skoro właśnie tak działa natura, powinniśmy ją naśladować - jest jednak z gruntu błędne. Organizacje pozostawione samym sobie tworzą struktury odpowiadające ich własnym celom. Nie robią tego, czego chcą ich właściciele czy liderzy. Nie starają się także być funkcjonalne z punktu widzenia konkretnych społeczeństw. Samoorganizujące się podmioty stają się większe i bardziej złożone, niż jest to konieczne z punktu widzenia osiągania konkretnych celów ekonomicznych. Źródłem krytyki, do której się tu skłaniam, jest naturalnie staromodne, newtonowskie, mechanistyczne spojrzenie na świat - założenia ideologii kontroli i racjonalnych celów. Jeśli jednak ktoś oskarży mnie o hołdowanie tej ideologii, chętnie przyznam się do winy, bo to element ceny, jaką płacimy za postęp.
Ucieczka od przestarzałych modeli myślowych
Naukowcy pracujący nad teorią względności, teorią kwantową, nowoczesną matematyką, teorią systemów, chaosu czy złożoności to eksperci w swoich dziedzinach. Może nie są w stanie (na razie) dotrzeć do prawdy absolutnej, ale coraz bardziej zbliżają się do poznania tego, co się faktycznie dzieje oraz - w znaczącym stopniu - dlaczego tak jest. A co z tak zwanymi zwykłymi ludźmi, próbującymi nadawać właściwy kierunek swojemu życiu w ujęciu ogólnym, a działaniom biznesowym w szczególności? Cóż, jesteśmy łatwym celem. Skazano nas na brak zrozumienia wobec tego, co się naprawdę dzieje, na to, że większość naszych wysiłków będzie prowadzić donikąd, na uruchamianie mechanizmów, które nie będą działać, i na robienie wszystkiego, co zacznie wywoływać efekty, których najbardziej będziemy chcieli uniknąć. Pracujemy w świecie XXI wieku, korzystając z XIX-wiecznych modeli mentalnych i z genów, które najpewniej nie zmieniły się zasadniczo od ery kamienia łupanego1.
Istnieje jednak wyjście z tej sytuacji. Jeśli zrozumiemy wszechmocne prawa i zaczniemy je wykorzystywać, będziemy w stanie zwielokrotnić własną efektywność.
Wszechmocne prawa wszechświata są jak wiatr. Żeglując, musimy z niego korzystać, bo nasz jacht nie ma innego napędu. Dobry żeglarz nie pozwala jednak, by wiatr zniósł go z kursu. Posuwa się naprzód nawet wtedy, gdy musi płynąć pod wiatr. Ma mapę. Ma cel - inny niż cel wiatru. Halsuje, płynąc zygzakiem, i choć posuwa się wolno, w końcu bezpiecznie dociera do portu.
Nie dysponujemy innymi źródłami mocy poza tymi, które oferują nam wszechświat oraz nasze własne mózgi i instynkty. Musimy zrozumieć wszechmocne prawa, niezależnie od tego, czy kontrolują one maleńkie cząsteczki, ogromne planety, czy nasze własne zachowanie. A gdy już je zrozumiemy, nie będziemy mogli powiedzieć po prostu "no i dobrze". Będziemy musieli je szanować, rozpoznawać, kiedy będą mogły zniweczyć nasze plany, i wykorzystywać ich siłę w kreatywny sposób. Nie musimy ich oczywiście czcić ani być im niewolniczo posłuszni, ale dysponując własnym wewnętrznym światłem, będziemy w stanie znajdować właściwą drogę nawet wtedy, gdy to, jak zostaliśmy zaprogramowani, zrobi wszystko, aby jak najbardziej utrudniać te działania.
Potrzebujemy sporej dawki mechaniki Newtona, wiary w rozum Kartezjusza, wiary w doskonałość człowieka Gibbona, wiary w ewolucję Darwina, wiary w ludzką zdolność do organizowania społeczeństw Marksa i wiary w zdolność do kontrolowania emocji Freuda - wszystkich systemów przekonań, które w swoich skrajnych postaciach są w kontekście intelektualnym niemożliwe do podtrzymania - a oprócz tego musimy się nauczyć rozumieć i wykorzystywać najdziwniejsze i najsubtelniejsze obszary nowej wiedzy.
Niech rozpocznie się spektakl!
1 Zgodnie z teorią nowej psychologii ewolucyjnej nadal jesteśmy "zaprogramowani", aby żyć w jaskiniach, a nasze reakcje emocjonalne są przystosowane do czasów sprzed 200 000 lat i raczej sprzeczne z tym, czego moglibyśmy potrzebować obecnie. Istnieją jednak także dowody na to, że możemy manipulować tym oprogramowaniem; zob. rozdział 4.