Piękne umysły. Jak ludzie myślący obrazami, wzorami i abstrakcjami postrzegają świat - Temple Grandin

Kup ebooka

59.90 zł
43.13 zł (43,13 zł najniższa cena z 30 dni)

-
Proszę czekać

Wstęp

Przy­cho­dzimy na świat bez słów. Wi­dzimy świa­tło, roz­po­zna­jemy twa­rze, od­róż­niamy barwy i wzory. Od­czu­wamy za­pa­chy i za­czy­namy roz­po­zna­wać smaki. Od­kry­wamy zmysł do­tyku, chwy­ta­jąc przed­mioty i ssąc kciuki. Wkrótce za­czy­namy roz­po­zna­wać me­lo­die, co wy­ja­śnia ist­nie­nie na ca­łym świe­cie ko­ły­sa­nek i pio­se­nek dla dzieci. Nie­mow­lęta wy­dają wiele dźwię­ków. "Mama" i "tata" po­ja­wiają się bar­dziej przy­pad­kowo, niż skłonni są wie­rzyć prze­jęci swoją rolą nowi ro­dzice. Stop­niowo bie­rze górę ję­zyk: krok po kroku więk­szość dzieci przy­swaja so­bie za­sób rze­czow­ni­ków i cza­sow­ni­ków. W wieku lat dwóch ma­lu­chy za­czy­nają two­rzyć zda­nia. Do czasu, gdy idą do przed­szkola, wy­po­wia­dają już zda­nia zło­żone i ro­zu­mieją pod­sta­wowe re­guły ję­zyka. Je­śli cho­dzi o ko­mu­ni­ka­cję, ję­zyk jest jak woda po­trzebna do za­spo­ko­je­nia pra­gnie­nia i jak po­wie­trze, bez któ­rego nie­moż­liwe jest od­dy­cha­nie.

Przyj­mu­jemy jako na­tu­ralne za­ło­że­nie, że pry­mat ję­zyka okre­śla nie tylko na­szą ko­mu­ni­ka­cję, ale także to, jak my­ślimy - i w isto­cie tego uczono nas przez wieki. Sie­dem­na­sto­wieczny fi­lo­zof Kar­te­zjusz od­ci­snął na na­szej umy­sło­wo­ści głę­bo­kie piętno, gdy po­wie­dział: "My­ślę, więc je­stem". W szcze­gól­no­ści uwa­żał on, że ję­zyk od­róż­nia nas od zwie­rząt: mowa sta­nowi o na­szym czło­wie­czeń­stwie. Dziś wciąż opi­su­jemy teo­rię umy­słu przede wszyst­kim w ka­te­go­riach ję­zy­ko­wych. W 1957 roku ję­zy­ko­znawca Noam Chom­sky wy­dał prze­ło­mową pracę Struk­tury syn­tak­tyczne, w któ­rej wy­su­nął tezę, że ję­zyk - kon­kret­nie jego gra­ma­tyka - ma cha­rak­ter wro­dzony. Po­glądy jego od­dzia­łują na my­śli­cieli od po­nad pół wieku.

Pierw­szym kro­kiem ku zro­zu­mie­niu tego, iż lu­dzie my­ślą w różny spo­sób, jest do­strze­że­nie, że różne spo­soby my­śle­nia ist­nieją. Utarty po­gląd, że mamy jako lu­dzie bio­lo­giczną pre­dys­po­zy­cję do ję­zyka, być może wy­ja­śnia to, dla­czego ja sama do­piero tuż przed trzy­dziestką zda­łam so­bie sprawę z tego, że na­leżę do osób my­ślą­cych wi­zu­al­nie. Mam po­nadto au­tyzm i za­czę­łam mó­wić w wieku czte­rech lat. Za­czę­łam czy­tać do­piero jako ośmio­latka, i to tylko dzięki licz­nym ćwi­cze­niom fo­ne­tycz­nym. Nie po­zna­wa­łam świata przez syn­taksę i gra­ma­tykę. Uczy­łam się go przez ob­razy. W prze­ci­wień­stwie jed­nak do tego, co mo­gliby są­dzić Kar­te­zjusz z Chom­skym, moje my­śli na­wet bez ję­zyka są wy­ra­zi­ste i bo­gate. Po­strze­gam świat w se­kwen­cjach po­wią­za­nych ze sobą ob­ra­zów, co tro­chę przy­po­mina ko­rzy­sta­nie z gra­fiki Go­ogle'a lub oglą­da­nie krót­kich fil­mów na In­sta­gra­mie lub Tik­Toku. Ow­szem, dys­po­nuję dziś ję­zy­kiem, lecz na­dal my­ślę głów­nie ob­ra­zami. Lu­dzie czę­sto mylą my­śle­nie wzro­kowe z wi­dze­niem. Po­sta­ram się w tej książce wy­ja­śnić, że my­śle­nie wi­zu­alne nie od­nosi się do wi­dze­nia, ale do prze­twa­rza­nia in­for­ma­cji - tego, jak my­ślimy i kon­cy­pu­jemy.

Po­nie­waż świat, w któ­rym wzra­sta­łam, nie od­róż­niał spo­so­bów my­śle­nia, z wiel­kim zdzi­wie­niem od­kry­łam, że inni lu­dzie nie my­ślą tak samo jak ja. Było to tak, jakby ktoś za­pro­sił nas na bal prze­bie­rań­ców, a po przy­by­ciu stwier­dzi­li­by­śmy, że tylko my je­ste­śmy prze­brani. Z tru­dem iden­ty­fi­ko­wa­łam róż­nice mię­dzy mo­imi pro­ce­sami my­ślo­wymi i pro­ce­sami więk­szo­ści lu­dzi. Kiedy w końcu usta­li­łam, że nie wszy­scy my­ślą ob­ra­zami, stało się moją oso­bi­stą mi­sją zba­da­nie, jak my­ślą inni lu­dzie i czy jest wię­cej osób my­ślą­cych tak samo jak ja. Po raz pierw­szy na­pi­sa­łam o tym dwa­dzie­ścia pięć lat temu w mo­ich wspo­mnie­niach wy­da­nych pod ty­tu­łem My­śle­nie ob­ra­zami. Od tam­tej pory nie prze­staję się in­te­re­so­wać wy­stę­po­wa­niem my­śle­nia wi­zu­al­nego w ogól­nej po­pu­la­cji. Śle­dzę li­te­ra­turę, bacz­nie ob­ser­wuję, prze­pro­wa­dzam nie­for­malne an­kiety pod­czas se­tek kon­fe­ren­cji do­ty­czą­cych au­ty­zmu i edu­ka­cji, roz­ma­wiam z ty­sią­cami ro­dzi­ców, edu­ka­to­rów, dzia­ła­czy na rzecz osób z nie­peł­no­spraw­no­ściami, a także pra­cow­ni­ków prze­my­słu.

Nie było to nie­spo­dzie­wane olśnie­nie, gdyż do­cho­dzi­łam do tego od­kry­cia stop­niowo, lecz zro­zu­mia­łam, że ist­nieją w isto­cie dwa różne ro­dzaje my­śle­nia wi­zu­al­nego. Choć nie umia­łam tego udo­wod­nić, uświa­do­mi­łam so­bie, że pewne osoby my­ślące wi­zu­al­nie róż­nią się ode mnie. Są to osoby wi­zu­ali­zu­jące prze­strzen­nie, wi­dzące sche­maty i abs­trak­cje. Roz­róż­nie­nie to na­su­nęło mi się, gdy współ­pra­co­wa­łam z in­ży­nie­rami róż­nych branż, pro­jek­tan­tami ma­szyn i me­cha­ni­kami. Póź­niej, za­chwy­cona, zna­la­złam po­twier­dze­nie mo­ich ob­ser­wa­cji w li­te­ra­tu­rze na­uko­wej. Ba­da­nia Ma­rii Ko­żew­ni­kow wy­ka­zały, że ist­nieją osoby wi­zu­ali­zu­jące przed­mio­towo, ta­kie jak ja, które my­ślą ob­ra­zami, ale także - do­kład­nie tak jak przy­pusz­cza­łam - druga grupa osób: uzdol­nione ma­te­ma­tycz­nie, my­ślące wi­zu­al­no­prze­strzen­nie - po­mi­jany, ale istotny pod­zbiór osób my­ślą­cych wi­zu­al­nie i za po­mocą sche­ma­tów.

Sku­tek był pio­ru­nu­jący. Wie­dzia­łam, że mu­szę po­sze­rzyć moje oso­bi­ste do­świad­cze­nie osoby, która my­śli wi­zu­al­nie, tak aby spro­stać za­gad­nie­niu my­śle­nia wi­zu­al­nego w ca­łej kul­tu­rze - od szkoły przez pracę po wszyst­kie inne dzie­dziny. W książce tej ba­dam te dwa spo­soby my­śle­nia: to, jak od­dzia­łują na po­szcze­gólne osoby i ogól­nie na nasz świat. Opro­wa­dzę czy­tel­nika po tym, co pry­wat­nie na­zy­wam "in­te­li­gent­nym wy­dzia­łem in­ży­nie­ryj­nym" - będę opo­wia­dać hi­sto­rie z mego bli­sko pięć­dzie­się­cio­let­niego ży­cia za­wo­do­wego, w któ­rym mia­łam spo­sob­ność pra­co­wać z oboma ro­dza­jami osób wi­zu­ali­zu­ją­cych: oso­bami wi­zu­ali­zu­ją­cymi przed­mio­towo, ta­kimi jak ja, które wi­dzą ob­razy, i oso­bami wi­zu­ali­zu­ją­cymi prze­strzen­nie, które wi­dzą sche­maty. Mo­żemy przed­sta­wiać to so­bie tak: osoby my­ślące przed­mio­towo bu­dują po­ciągi, które dzięki oso­bom wi­zu­ali­zu­ją­cym prze­strzen­nie utrzy­mują się w ru­chu.

Książka ta wzięła się rów­nież z dwóch waż­nych olśnień, któ­rych do­zna­łam w ciągu ostat­nich lat. W 2019 roku wy­ru­szy­łam na wi­zy­ta­cję trzech no­wo­cze­snych ame­ry­kań­skich prze­twórni mięsa dro­bio­wego i wie­przo­wego. Ta­kie wy­jazdy są sta­łym ele­men­tem mo­jej pracy kon­sul­tanta w prze­my­śle spo­żyw­czym. Moim za­da­niem jest kon­trola, czy za­kłady dzia­łają zgod­nie z pra­wem i nie na­ru­szają żad­nych prze­pi­sów. Przy­glą­dam się wszel­kim świa­dec­twom złego ob­cho­dze­nia się ze zwie­rzę­tami, nie­wła­ści­wej pracy ma­szyn i wy­kro­czeń pra­cow­ni­ków. Je­stem ce­niona za mój spo­sób pa­trze­nia na za­gad­nie­nia. Na­wet naj­drob­niej­sze po­dej­rzane szcze­góły od razu przy­cią­gają moją uwagę. Umiem do­strzec na­wet tak po­zor­nie błahe rze­czy jak zwi­sa­jący ka­wa­łek sznurka, który może spo­wol­nić prze­ła­du­nek krów na ram­pie i spo­wo­do­wać kosz­towne opóź­nie­nia. W pew­nym za­kła­dzie prze­twór­czym moją uwagę przy­kuło coś zu­peł­nie in­nego. Do­tych­czas nie­mal każdy za­kład, w któ­rym pra­co­wa­łam lub udzie­la­łam kon­sul­ta­cji, wy­ko­rzy­sty­wał ma­szyny pro­du­ko­wane w Sta­nach Zjed­no­czo­nych. Czę­ści były ro­dzime i za­wsze byli na miej­scu ro­bot­nicy umie­jący za­in­sta­lo­wać nowe pod­ze­społy i na­pra­wić wszel­kie usterki. W tym miej­scu całe wy­po­sa­że­nie było zu­peł­nie nowe. Wszystko piękne, wy­ko­nane sta­ran­nie z lśnią­cej nie­rdzew­nej stali, z wie­loma skom­pli­ko­wa­nymi ele­men­tami ru­cho­mymi. Pa­trząc na ten sprzęt, wy­obra­ża­łam so­bie wy­kwa­li­fi­ko­wa­nych i do­brze opła­ca­nych pra­cow­ni­ków, któ­rzy go za­pro­jek­to­wali i za­in­sta­lo­wali. Po­tem jed­nak od­kry­łam, że zo­stał on przy­wie­ziony kon­te­ne­row­cem w po­nad stu kon­te­ne­rach z Ho­lan­dii.

Sta­łam na wy­so­kiej plat­for­mie, kon­tem­plu­jąc wszyst­kie te ta­śmo­ciągi, i za­wo­ła­łam sama do sie­bie: "A więc my już ta­kich rze­czy nie umiemy ro­bić!". Jest to cena, jaką pła­cimy za usu­nię­cie z na­szych szkół wszyst­kich przed­mio­tów prak­tycz­nych, ta­kich jak warsz­taty, ob­róbka me­talu, ry­su­nek tech­niczny lub me­cha­nika sa­mo­cho­dowa. Dzieci, które po­winny wy­ro­snąć na pro­jek­tan­tów i wy­ko­naw­ców ta­kich urzą­dzeń, ucho­dzą za sła­bych i le­ni­wych uczniów i czę­sto tra­fiają do szkol­nic­twa spe­cjal­nego. Wiele z tych dzieci to po pro­stu osoby my­ślące wi­zu­al­nie, które zo­stają od­rzu­cone, gdyż obecne pro­gramy szkolne pre­fe­rują uczniów my­ślą­cych wer­bal­nie i li­ne­ar­nie, któ­rzy do­brze wy­pa­dają na te­stach. Przed­mioty prak­tyczne, w któ­rych ci "słabi ucznio­wie" mo­gliby za­de­mon­stro­wać swe wiel­kie zdol­no­ści, znik­nęły.

Dru­gie olśnie­nie do­tknęło mnie w tym sa­mym roku przy oka­zji zwie­dza­nia Te­atru Steve'a Jobsa w sie­dzi­bie Ap­ple'a w Cu­per­tino. Bu­dy­nek ma wy­gląd per­fek­cyj­nego szkla­nego dysku po­cho­dzą­cego z in­nej ga­lak­tyki. Jego wy­so­kie na 670 cen­ty­me­trów ściany zro­bione są z sa­mego szkła. Nie ma żad­nych struk­tur wspie­ra­ją­cych. Prze­wody elek­tryczne, zra­sza­cze, sys­temy dźwię­kowe i alarmy ukryte są w łą­cze­niach szkla­nych pa­neli. To coś nie­by­wa­łego! Jak czę­sto mi się zda­rza, gdy coś mnie za­fra­puje, za­czę­łam zgłę­biać te­mat, by jak naj­wię­cej do­wie­dzieć się o tym bu­dynku. Dach opiera się na szkla­nych ścia­nach, a pro­du­cen­tem szkła jest nie­miecka firma Se­dak, li­der w pro­duk­cji wiel­ko­ska­lo­wych ta­fli szkla­nych. Fan­ta­styczny lekki dach z włó­kien wę­glo­wych zo­stał przy­wie­ziony z Du­baju. Szklana okła­dzina i dach zo­stały za­pro­jek­to­wane, wy­pro­du­ko­wane i za­in­sta­lo­wane przez wło­ską firmę Fre­ner & Re­ifer. Gmach był pu­sty, gdy go zwie­dza­łam. Sta­nę­łam po­środku hallu i jesz­cze raz za­wo­ła­łam: "My już ta­kich rze­czy nie umiemy ro­bić!".

Zda­łam so­bie szybko sprawę, że te dwa przy­kłady nie są wy­jąt­kowe. Sta­no­wią one symp­tom ra­dy­kal­nej prze­miany w prze­my­śle ame­ry­kań­skim. Wio­sną 2021 roku w in­nej prze­twórni wie­przo­winy na­tknę­łam się na zu­peł­nie nowe urzą­dze­nia do kro­je­nia i pa­ko­wa­nia mięsa spro­wa­dzone z Ho­lan­dii, Da­nii i Włoch. Parę ty­go­dni póź­niej w bran­żo­wym pi­śmie prze­my­słu mię­snego zna­la­złam wielką roz­kła­dówkę o urzą­dze­niach pro­du­ko­wa­nych przez pewną ho­len­der­ską firmę. Nie­wąt­pli­wie do­ko­ny­wała się ja­kaś za­sad­ni­cza zmiana w ame­ry­kań­skiej in­wen­cji.

Są trzy główne przy­czyny utraty istot­nych kom­pe­ten­cji tech­nicz­nych. Po pierw­sze, osoby o umie­jęt­no­ściach fa­cho­wych nie są za­stę­po­wane w tym sa­mym tem­pie, w ja­kim od­cho­dzą z rynku pracy. Po dru­gie, ustą­pi­li­śmy in­nym kra­jom w pro­duk­cji nie tylko pro­stych wy­ro­bów ta­kich jak odzież, za­bawki lub sprzęt do­mowy, ale rów­nież to­wa­rów za­awan­so­wa­nych (około 30 pro­cent iPhone'ów pro­du­kują Chiny). Po trze­cie - i to szcze­gól­nie leży mi na sercu - od­rzu­camy osoby my­ślące wi­zu­al­nie. Kiedy nie wspie­ramy ta­len­tów i zdol­no­ści osób my­ślą­cych ina­czej, nie od­no­simy ko­rzy­ści z ich spo­so­bów ucze­nia się i my­śle­nia, które mogą wzbo­ga­cić spo­łe­czeń­stwo. Spró­bujmy wy­obra­zić so­bie świat bez ar­ty­stów, pro­jek­tan­tów lub wy­na­laz­ców; bez elek­try­ków, me­cha­ni­ków, ar­chi­tek­tów, hy­drau­li­ków lub bu­dow­ni­czych. Wszystko to są osoby my­ślące wi­zu­al­nie - i czę­sto ży­jące obok nas - któ­rych wy­jąt­ko­wego wkładu nie ro­zu­miemy, nie pie­lę­gnu­jemy i nie do­ce­niamy. Książkę tę na­pi­sa­łam mię­dzy in­nymi z tego po­wodu, że utrata umie­jęt­no­ści, jaką prze­żywa mój kraj, prze­raża mnie. A ła­two można by jej za­po­biec, gdy­by­śmy nie od­rzu­cali tych wła­śnie lu­dzi, któ­rzy mo­gliby nas oca­lić.

Wielu lu­dzi nie ro­zu­mie do końca dzia­ła­nia swego umy­słu. Po­dob­nie zresztą jak więk­szość na­ukow­ców. Za­cznę od opisu, co wiemy o my­śle­niu wi­zu­al­nym i o tym, jak ono działa, w spo­sób, który bę­dzie prze­ko­nu­jący za­równo dla osób my­ślą­cych wi­zu­al­nie, jak i dla po­zo­sta­łych. Na tej pod­sta­wie spró­buję roz­po­znać, co ro­bimy nie tak jak na­leży w na­szym sys­te­mie edu­ka­cyj­nym - od na­rzu­ca­nia zu­ni­for­mi­zo­wa­nego pro­gramu na­ucza­nia po po­le­ga­nie na krzyw­dzą­cej i prze­sta­rza­łej me­to­dzie we­ry­fi­ka­cji wie­dzy, a gdzieś po dro­dze od­rzu­ca­nie uta­len­to­wa­nych dzieci na szkodę wszyst­kich. Oka­zuje się, że al­ge­bra jest ba­rierą unie­moż­li­wia­jącą nie­któ­rym uczniom ukoń­cze­nie szkoły śred­niej lub uzy­ska­nie dy­plomu tech­nika szkoły po­li­ce­al­nej. Ist­nieją osoby my­ślące wi­zu­al­nie, które umieją wy­my­ślać urzą­dze­nia, ale nie po­tra­fią roz­wią­zać rów­na­nia z jedną nie­wia­domą. Ta­kich uczniów od­rzu­camy. Po­tem przyj­rzymy się temu, jak kry­zys edu­ka­cyjny prze­ra­dza się w kry­zys bez­ro­bo­cia lub pracy do­ryw­czej, który wzmac­nia na­sze prze­sądy na te­mat szkół za­wo­do­wych i po­li­ce­al­nych. Zga­dzamy się ogól­nie, że kon­ser­wa­cja i mo­der­ni­za­cja in­fra­struk­tury są bar­dzo ważne, lecz czy da­jemy temu wy­raz, wy­szu­ku­jąc, za­chę­ca­jąc i szko­ląc bu­dow­ni­czych, spa­wa­czy, me­cha­ni­ków i in­ży­nie­rów? In­nymi słowy, gdzie się po­działy na­sze po­my­słowe złote rączki?

Da­lej bę­dziemy po­dzi­wiać wspa­niałe owoce współ­pracy osób my­ślą­cych wer­bal­nie i osób my­ślą­cych wi­zu­al­nie, mię­dzy in­nymi do­ko­na­nia Ri­charda Rod­gersa oraz Oscara Ham­mer­ste­ina, Steve'a Jobsa oraz Steve'a Wo­zniaka, ar­chi­tekta Rema Ko­ol­ha­asa i in­ży­niera Ce­cila Bal­monda. Za­po­znamy się z ba­da­niami, z któ­rych wy­nika, że obec­ność osób my­ślą­cych w różny spo­sób daje prze­wagę ze­spo­łom. Póź­niej bę­dziemy eks­plo­ro­wać to miej­sce, w któ­rym spo­ty­kają się ge­niusz, neu­ro­róż­no­rod­ność i my­śle­nie wi­zu­alne. Przyj­rzymy się ar­ty­stom i wy­na­laz­com, po­śród któ­rych wielu to osoby my­ślące wi­zu­al­nie, a nie­któ­rzy są także w spek­trum au­ty­zmu. Wnie­śli oni nie­za­stą­piony wkład do sztuki, na­uki i wy­na­laz­czo­ści.

Da­lej zaj­miemy się roz­strzy­ga­ją­cymi nie­raz o ży­ciu i śmierci skut­kami nie­obec­no­ści w ze­spole osób my­ślą­cych wi­zu­al­nie. Prze­ko­namy się, że zda­rze­niom ta­kim jak wy­pa­dek w elek­trowni ją­dro­wej w Fu­ku­shi­mie lub ka­ta­strofa dwóch bo­ein­gów 737 MAX, które kosz­to­wały ży­cie se­tek lu­dzi, mo­głaby za­po­biec osoba po­sia­da­jąca od­po­wied­nie umie­jęt­no­ści wi­zu­alne. Choć osoby my­ślące wi­zu­al­nie z pew­no­ścią nie są ja­sno­wi­dzami, wy­ko­rzy­sta­nie na­szego spo­sobu wi­dze­nia może po­móc w prze­ciw­dzia­ła­niu nie tylko in­cy­den­tom, ale także wiel­kim ka­ta­stro­fom. Za­po­znamy się z ba­da­niami wy­ka­zu­ją­cymi, że ze­społy zło­żone z osób my­ślą­cych tylko w je­den spo­sób uzy­skują gor­sze wy­niki niż mie­szane grupy osób my­ślą­cych wi­zu­al­nie i nie­wi­zu­al­nie. Obec­ność w ze­spole osoby my­ślą­cej wi­zu­al­nie może mieć kry­tyczne zna­cze­nie.

Na końcu po­wrócę do przed­miotu, o któ­rym pi­sa­łam już wiele. Jako ba­daczka zwie­rząt przez dłu­gie lata wy­kła­da­łam, ba­da­łam i udzie­la­łam kon­sul­ta­cji na te­mat za­cho­wa­nia zwie­rząt. W książce tej pra­gnę się sku­pić na zwie­rzę­tach dla­tego, iż są one stwo­rze­niami nie­wer­bal­nymi; czy zwie­rzęta mogą nas na­uczyć cze­goś o na­szych spo­so­bach my­śle­nia?

Jak mo­żemy po­znać, że je­ste­śmy ty­pem osoby my­ślą­cej wi­zu­al­nie? Praw­do­po­dob­nie każdy już wie, czy ma słuch mu­zyczny, czy do­brze ry­suje, spraw­nie bu­duje urzą­dze­nia me­cha­niczne, czy woli ra­czej ma­lo­wać, niż pi­sać. Wszystko to są symp­tomy. Ważne, by pa­mię­tać, że my­śle­nie wi­zu­alne - jak więk­szość ludz­kich cech - jest stop­nio­walne. Więk­szość lu­dzi wy­ko­rzy­stuje w ży­ciu pewną kom­bi­na­cję my­śle­nia wer­bal­nego i my­śle­nia wi­zu­al­nego. Dzięki hi­sto­riom, re­zul­ta­tom ba­dań i ideom przed­sta­wio­nym w tej książce czy­tel­nik bę­dzie umiał okre­ślić wła­sną kom­bi­na­cję. Moim ce­lem jest także udzie­le­nie po­mocy ro­dzi­com we wspie­ra­niu moc­nych stron dzieci. Da­nie dziecku szansy na suk­ces jest czymś nie­zmier­nie do­nio­słym, a punk­tem wyj­ścio­wym po­winno być zro­zu­mie­nie tego, jak ono my­śli, a więc także jak się uczy. Chcia­ła­bym po­nadto za­chę­cić pra­co­daw­ców, by na­le­ży­cie oce­niali swój per­so­nel i aby poza CV do­strze­gali rów­nież to, co osoby my­ślące wi­zu­al­nie i neu­ro­róż­no­rodne mogą wnieść do ich firmy. Mam na­dzieję, że osoby my­ślące wi­zu­al­nie roz­po­znają sie­bie na tych stro­ni­cach i że inni lu­dzie do­ce­nią po­ten­cjał, jaki sta­no­wią różne spo­soby my­śle­nia. W końcu chcia­ła­bym, aby­śmy wszy­scy jako miesz­kańcy jed­nego globu na­byli umie­jęt­no­ści wy­my­śla­nia i bu­do­wa­nia no­wych rze­czy w na­szym szybko zmie­nia­ją­cym się świe­cie, aby­śmy zro­zu­mieli, że mo­żemy tylko zy­skać, je­śli wy­ko­rzy­stamy moce tkwiące w umy­słach każ­dego typu i ro­dzaju.

Za­pra­szamy do za­kupu peł­nej wer­sji książki