Nawyk nieodwlekania. Proste sposoby pokonania prokrastynacji - S. J. Scott

Kup książkę

39.90 zł
24.74 zł (23,94 zł najniższa cena z 30 dni)

-
Proszę czekać

Wstęp

Ta książka może uratować Ci życie.

Prawda, że to odważne stwierdzenie?

Posłuchaj mnie jednak: jeśli uważnie zapoznasz się z jej treścią i zastosujesz zalecane przeze mnie taktyki, to te informacje mogą mieć ogromny wpływ na Twoje życie. Mogą zapobiec osobistej katastrofie.

Dlaczego mogę to stwierdzić ze stuprocentową pewnością?

Otóż ma to związek z prostym słowem o tysiącu znaczeń (w zależności od tego, kogo zapytasz).

Tym słowem jest prokrastynacja .

Większość z nas z grubsza orientuje się, co oznacza to słowo. Wystarczy zerknąć do słownika albo encyklopedii, by przeczytać definicję podobną do tej, jaką podaje Wikipedia: "tendencja utożsamiana z odwlekaniem, opóźnianiem lub przekładaniem czegoś na później, ujawniająca się w różnych dziedzinach życia".

Jednak to, jak odkładamy sprawy na później i jakie są to sprawy - to już u każdego może wyglądać nieco inaczej:

Uczeń będzie odkładał na później sprawy związane ze szkołą, czekając na ostatnią chwilę, by zabrać się do nauki przed sprawdzianem albo napisaniem wypracowania. U pracownika prokrastynacja może dotyczyć trudnego, wymagającego dużego nakładu pracy zadania związanego z firmą. Sportowiec może odwlekać badanie kontuzji, bo nie chce, aby ominął go ważny występ.

Wszyscy mamy osobiste powody skłaniające do prokrastynacji. I łatwo wpaść w pułapkę myślenia, że to wcale nie jest poważny problem. Możesz nawet powiedzieć sobie: "Po prostu mam taki zły nawyk, ale to nic wielkiego".

Prawda jest taka, że prokrastynacja może mieć poważny wpływ na życie. Może nawet doprowadzić do śmiertelnie groźnych sytuacji. Przypuśćmy na przykład, że odczuwasz ból i dyskomfort w klatce piersiowej. W dziewięciu przypadkach na dziesięć zapewne nie oznacza to czegoś groźnego. Jest jednak niewielkie ryzyko, że dolegliwości te stanowią zapowiedź zawału serca.

Niestety niektórzy ludzie ignorują tego rodzaju symptomy (czyli prokrastynują...) i umierają wskutek niepodjęcia odpowiednich działań. Pójście do lekarza w chwili, gdy pojawiły się niepokojące objawy, mogłoby uratować im życie.

Nie wierzysz, że takie rzeczy się zdarzają?

Pozwól, że przytoczę Ci krótką opowieść, która ilustruje tę sytuację.

Dzień, w którym mój ojciec prawie umarł

W 2007 roku byłem w Wirginii z rodziną, z wizytą u ciotki i kuzyna. W dniu, w którym zbieraliśmy się w drogę powrotną do domu, mój ojciec zaczął się uskarżać na bolesne dolegliwości w klatce piersiowej.

Powiedział wtedy coś w rodzaju: " Chyba zapiszę się w tym tygodniu do lekarza i sprawdzę, co się dzieje".

Odpowiedziałem z typowym w naszej rodzinie sarkazmem: "Jasne, tato, to doskonały plan . Jestem pewien, że w ciągu najbliższych pięciu dni z twoim sercem nie stanie się nic złego. Ale może lepiej pojechalibyśmy od razu na izbę przyjęć i upewnili się, że to nic poważnego?".

Najpierw mój ojciec puścił ten komentarz mimo uszu.

Ale w drodze powrotnej przemyślał moje słowa i przyszło mu do głowy, że może miałem trochę racji. Zapisał się więc na szybką wizytę do lekarza, aby się upewnić, że z jego sercem wszystko w porządku.

Diagnoza?

Ojciec wymagał natychmiastowej operacji serca i założenia czterech bajpasów.

Co więcej, lekarz powiedział mi, że gdyby ojciec poczekał jeszcze choćby kilka dni, mógłby mieć tragiczny w skutkach zawał.

Pozwól, że ujmę to inaczej: gdyby mój ojciec odłożył na później skontrolowanie oczywistego problemu z sercem, pewnie by już nie żył. Dziesięć lat po tamtym wydarzeniu tato jest wciąż ważnym człowiekiem w moim życiu. Widujemy się dwa razy w miesiącu, chodzimy do kina, jemy wspólne obiady i pijemy piwo. Jest też tą osobą, do której zwracam się zawsze, gdy mam jakiś skomplikowany problem biznesowy. Był też przy narodzinach mojego syna, Eugene'a, który otrzymał po nim imię.

Zrelacjonowałem tę historię nie po to, by chwalić się, jak uratowałem ojcu życie. Szczerze mówiąc, nawet nie przypominam sobie wspomnianego cierpkiego komentarza. (Ojciec napomknął mi o nim lata później). Celem przytoczenia tej opowieści jest pokazanie, że nawet najdrobniejsze decyzje często mają ogromny wpływ na życie. Mój ojciec wciąż jest wśród nas dziesięć lat po owym sygnale ostrzegawczym, bo zadecydował, by nie prokrastynować. Jestem przekonany, że bał się tego, co może usłyszeć od lekarza, ale stawił czoło problemowi i podjął natychmiastowe kroki.

Owszem, nawyk prokrastynacji może się wydawać mało istotny. Ale przy nieszczęśliwym splocie okoliczności może mieć ogromne - nawet śmiertelne - konsekwencje.

Czym jest prokrastynacja?

Zanim przystąpimy do rzeczy, pokrótce przedstawię moją definicję prokrastynacji oraz jej potencjalnie niekorzystny wpływ na życie.

Jak już wspomniałem, prokrastynację można zdefiniować jako "tendencję utożsamianą z odwlekaniem, opóźnianiem lub przekładaniem czegoś na później, ujawniającą się w różnych dziedzinach życia". Ale ten termin jest znacznie pojemniejszy. Prokrastynacja może prowadzić do:

złych ocen, słabych wyników w pracy, niezdrowego odżywiania się, problemów ze zdrowiem, kłopotów finansowych.

Krótko mówiąc, jeśli należysz do osób, które odkładają sprawy na później, to ten zły nawyk na różne sposoby ogranicza Twój potencjał. Jeśli nie zajmiesz się problemem, sam zmniejszysz sobie szanse na osiągnięcie wyznaczonych sobie głównych celów.

Właśnie dlatego tak ważne jest skupienie się na wyeliminowaniu nawyku prokrastynacji poprzez wyrobienie w sobie czegoś, co nazywam "nawykiem nieodwlekania".

Bez względu na to, czy należysz do osób, które przymykają oczy na niektóre niezałatwione sprawy, czy do tych, które zawsze robią wszystko na ostatnią chwilę - w książce trafnie zatytułowanej Nawyk nieodwlekania.

Prosta droga do realizacji trudnych zadań znajdziesz wiele praktycznych porad.

O nawyku nieodwlekania

Ta książka jest prostym, usystematyzowanym planem wyrobienia w sobie nastawienia na działanie we wszystkich dziedzinach życia. To łatwa lektura, pełna strategii, które możesz od ręki wykorzystać w praktyce.

To rzekłszy, chcę podkreślić, że książka ta wymaga pewnego zaangażowania z Twojej strony. Oczekuję, że nie tylko ją przeczytasz, ale też wykonasz wszystkie ćwiczenia zamieszczone na końcu każdego z opisanych kroków. Zdaję sobie sprawę, że jest to niemałe wyzwanie w przypadku kogoś, kto ma problemy z prokrastynacją. Z tego względu uprościłem poszczególne ćwiczenia tak, by ich wykonanie nie zabrało Ci więcej niż 30 - 60 minut.

Z książki Nawyk nieodwlekania nauczysz się wielu rzeczy, takich jak:

systematyzowanie wszystkich obowiązków zawodowych w celu lepszego zrozumienia, dlaczego zajmujesz się każdym z nich, zarządzanie codziennymi sytuacjami awaryjnymi, które często rodzą stres i poczucie przytłoczenia, ocenianie wszystkich nadarzających się okazji i decydowanie, czy są warte zachodu (wychodzę z założenia, że prokrastynacji łatwiej uniknąć, jeśli pochopnie nie godzimy się na zrobienie czegoś), określanie tego, co w życiu jest najważniejsze, abyś mógł się skupić na naprawdę istotnych sprawach i "odpuścić sobie" wszystko inne, kończenie trudnych zadań (nawet jeśli się ich obawiasz), znajdowanie owej nieuchwytnej równowagi między życiem zawodowym i osobistym, pozwalającej pracować i bawić się z pełnym zaangażowaniem, a wolny czas spędzać z ludźmi, dzięki którym Twoje życie jest pełniejsze.

W książce Nawyk nieodwlekania zapoznasz się z prostym podejściem do zarządzania wszystkim, z czym mierzysz się w życiu, bez poczucia, że sprawy te Cię przytłaczają. Nauczysz się z laserową precyzją skupiać na własnych priorytetach, właściwie reagować na sytuacje kryzysowe i na dobre pozbyć się wszystkiego innego (w tym nawyku odkładania spraw na później).

Chcę też zaznaczyć, że żaden autor nie pisze książki sam. Tak jak Ty, uwielbiam czytać książki o produktywności i rozwoju osobistym. Kiedy więc poznam jakąś świetną metodę opracowaną przez kogoś innego, chcę podzielić się nią z moimi Czytelnikami.

Z tego względu często nawiązuję do koncepcji opisanych wcześniej w znakomitych książkach i na stronach internetowych, takich jak Getting This Done , Zjedz tę żabę , Jedna rzecz , Esencjalista , Deep Work , Zen Habits czy publikacje Jamesa Cleara.

Choć bardzo się staram, by wyłowić z owych publikacji same perełki, zachęcam Cię do zapoznania się z nimi w całości, bo zawierają one bardziej szczegółowe wyjaśnienia niektórych zagadnień poruszonych w książce Nawyk nieodwlekania.

O autorze

Zanim zaczniemy, pozwól, że się przedstawię i napiszę kilka słów o moich poglądach na prokrastynację.

Nazywam się Steve "S.J." Scott. Prowadzę bloga Develop Good Habits i jestem autorem serii książek poświęconych nawykom, dostępnych na stronie internetowej HabitBooks.com .

Celem moich publikacji jest pokazanie, jak ciągły rozwój nawyków może prowadzić do lepszego życia. Zamiast pouczać, przedstawiam proste metody, łatwe do praktycznego zastosowania bez względu na to, jak bardzo zajętym jesteś człowiekiem.

Tak jak u wielu ludzi, moje zainteresowanie prokrastynacją zaczęło się od osobistego problemu, który musiałem rozwiązać.

Otóż przez wiele lat robiłem coś, co nazywam "prokrastynacją funkcjonalną". Świetnie szła mi realizacja długofalowych celów (takich jak pisanie książek, zarządzanie wieloma przedsięwzięciami internetowymi czy bieganie maratonów). Z drugiej strony jednak byłem beznadziejny w kwestii radzenia sobie z wieloma powszednimi sprawami, które nie wydawały się pilne - takimi jak wymiana oleju w samochodzie, rozliczenie podatków czy nawet zakupy spożywcze.

W rezultacie często pozwalałem ważnym sprawom prześlizgiwać się przez palce, bo byłem "za bardzo zajęty", aby je załatwić.

Miałem prostą wymówkę, niemal dosłownie wyjętą z podręcznika prokrastynatora: " Któregoś dnia się tym zajmę".

Jak się zapewne domyślasz, "któryś dzień" niemal nigdy nie nadchodził. Szedłem przez życie, skupiając się na długofalowych celach, a inne ważne sprawy gromadziły mi się na biurku.

Przebudzenie przyszło w postaci "błędu wartego 2348,97 dolarów". Jak wielu prokrastynatorów, co roku składałem podanie o przedłużenie terminu złożenia rozliczenia podatkowego. Czasami przedpłacałem pewną kwotę, kiedy indziej czekałem do ostatniej chwili i płaciłem coś, co moja księgowa nazywa "podatkiem od głupoty".

Któregoś roku złożyłem podanie o przedłużenie terminu złożenia rozliczenia podatków indywidualnych, ale zapomniałem tego zrobić dla swojej firmy. Gdy wreszcie rozliczyłem się w październiku, otrzymałem miły list z Internal Revenue Service, w którym była mowa o niezłożeniu podania o przedłużenie terminu rozliczeń dla firmy. Dalej napisano w nim, że wraz z odsetkami i karami jestem winny rządowi USA dokładnie 2348,97 USD. Oczywiście oprócz kwoty, którą już uiściłem za dany rok.